Aktualnosci ONR
Dodano 2010-02-08


Oświadczenie
Dodano 2010-02-07

Oświadczenie dotyczące felietonu:
Kliknij

Polska – kraj ogromnie doświadczony przez katastrofę II wojny światowej, staję się dziś obiektem zaciekłych ataków niektórych środowisk. Polacy- naród będący jedną z największych jej ofiar jest dziś oskarżany o współpracę z niemieckim okupantem podczas Holokaustu. Coraz częściej słyszy się o „polskich obozach śmierci” mimo, że po Żydach, Polacy byli najbardziej prześladowanym narodem. Teraz izraelski historyk Ze'ev Tzahor posuwa się o krok (albo i trzy) dalej. Oskarża Polaków o współudział w Holokauście. WSPÓŁUDZIAŁ! Ignoruje zatem fakt, iż to Polacy najbardziej pomagali Izraelitom w dniach krwawej łaźni zgotowanej im przez Niemców mimo, że tylko w Generalnej Guberni groziła za to kara śmierci. Pluje w twarz Polakom, którzy poświęcili to co najcenniejsze – własne życie, by ratować jego współplemieńców. Pomija fakt, iż to ukraińskie jednostki Waffen SS pilnowały obozów pracy i śmierci. Obraża Polskie Państwo Podziemne, które jak tylko mogło pomagało Żydom ujść z rąk hitlerowskich oprawców…

Stanowczo żądamy od rządu i prezydenta najjaśniejszej Rzeczpospolitej podjęcia odpowiednich kroków mających na celu położenie kres oskarżeniom o współudział w mordzie, w którym my - Polacy byliśmy jedną z największych ofiar.

Idea państwa fikcyjnego - artykuł
Dodano 2010-02-06

Idea państwa fikcyjnego
Odkąd tylko ludzkie gromady zdecydowały się osiąść na danym kawałku ziemi na stałe i poczęły się tworzyć pierwsze państwa, zaistniało pojęcie geopolityki. Świat został podzielony. Zhierarchizowane coraz bardziej społeczeństwa budowały systemy mające zapewnić im bezpieczeństwo; warstwy rządzące, na których spoczywały najcięższe związane z tym obowiązki, z czasem się degenerowały.
Rozwój poszczególnych państw wytwarzał w nich potrzebę terytorialnej ekspansji, co naruszało ustalony ład; na arenie międzynarodowej pojawiały się też zupełnie nowe czynniki, które także pragnęły znaleźć sobie miejsce. Rządzone przez zdegenerowane władze, uciskane fiskalnie społeczeństwa postanawiały "wziąć sprawy w swoje ręce". Korzystające z zamieszania krainy ogłaszały niepodległość. Podział geopolityczny okazał się rzeczą nietrwałą i zmienną, zresztą, nie jeden raz.

Czym jest państwo? Jest to pewien konkretny obszar, zamieszkany przez ludzi, nad którym ktoś sprawuje rządy. Jest jednak jeszcze jeden aspekt - mianowicie dyplomacja i polityka zagraniczna. Od nich zależy, czy państwo jest uznawane przez inne kraje, czy jest niezależne, czy ktokolwiek z zajmowanym przez nie obszarem liczy się jako z suwerennym organizmem państwowym. Można by pokusić się o stwierdzenie, że wśród ludzkości tak naprawdę istnieje to, "co ludzie myślą" - opinia publiczna kształtuje rzeczywistość, człowiek postępuje zgodnie z powszechnymi, uznanymi za pewnik przekonaniami, niekoniecznie mającymi odzwierciedlenie w rzeczywistości - ale rzeczywistość nie zawsze jest znana, wiedza o niej nie zawsze jest dostępna. Tym sposobem można dotrzeć do odkrycia pewnej, że tak powiem, kategorii geopolitycznej. Państwa, które były, ale ich nie było, albo też takie, których nie było, ale być mogły, a także te, których po prostu nie było, lecz na jakiejś płaszczyźnie w pewien sposób istniały.

Najbardziej fikcyjnymi państwami były te, które istniały tylko w monarszych tytułach. Nie istniał bowiem w XIV wieku Śląsk jako terytorium poddane Kazimierzowi Wielkiemu, w XV wieku nie istniało już Królestwo Jerozolimskie (a co dopiero jako państwo władane przez Rene I!), a w XVII wieku Szwecja była państwem którym nie rządził ani Zygmunt III Waza, ani żaden z jego synów. Władcy ci tytułowali się władcami wspomnianych ziem, co nierzadko budziło protesty ze strony osób faktycznie sprawujących tam władzę; Królestwo Jerozolimskie istniało w XV wieku jako marzenie francuskiego króla, podczas gdy w rzeczywistości od kilkuset lat było częścią państwa mameluków. Tytuły takie miały (i mają) dwa cele: zamanifestowania celów politycznych (Kazimierz Wielki i Zygmunt III) oraz przydania sobie splendoru (Rene I Andegaweński). Była to w praktyce fikcja, ale nieco inkaustu, a czasami nawet i krwi (cele polityczne i próby ich realizacji), mimo wszystko, zabrała.

Niemniejszą fikcją są państwa będące od początku do końca swego rodzaju grą, zabawą; wyszukaną formą ozdabiającą życie towarzyskie, żartem. Nie mają może one specjalnego związku z tym, co zawierają akapity powyższe i poniższe, ale bez wątpienia można je zaliczyć do państw fikcyjnych, jako że nawet ich "władcy" patrzą na nie z bardzo mocnym przymrużeniem oka, a przecież odpowiednie struktury, choć żartobliwie, zostały tam stworzone. Najlepszym i najbliższym przykładem może być Rzeczpospolita Babińska. W drugiej połowie XVI wieku sędzia lubelski Stanisław Pszonka, właściciel podlubelskiej wsi Babin, wraz z zaprzyjaźnionymi jegomościami wpadł na pomysł utworzenia literacko-towarzyskiego kółka. "Babińczycy wzorowali się na porządku i urządzeniach Rzplitej polskiej. Wybierali dla siebie: senat, biskupów, wojewodów, hetmanów, sekretarzy i t. d. Jeżeli ktoś mówił o rzeczach podniosłych, niemających związku z jego stanowiskiem, zostawał arcybiskupem babińskim; kto się jąkał, rzucał paradoksami lub prawił rzeczy niewiarogodne, tego mianowano mówcą lub kanclerzem. Chełpiącemu się z męstwa i odwagi przyznawano godność hetmana albo rycerza pasowanego. Kto celował w kłamstwach myśliwskich, zostawał łowczym. Nominacje wydawano albo zaraz na miejscu podczas wesołej zabawy, albo wysyłano później na piśmie, opatrzywszy pieczęcią woskową." (Z. Gloger Encyklopedia staropolska, t. 1 - "Babińska rzeczpospolita"). Podczas rzeczonych zabaw i spotkań wesoło rozprawiano i dowcipkowano, ale także przedstawiano swoje dzieła literackie i dyskutowano o nich. O w pełni fikcyjnym i dowcipnym charakterze "rzeczypospolitej" świadczy anegdota: "Oto pewnego razu zapytał się Pszonki Zygmunt August, czy babińczycy mają także swego króla, - na co Pszonka miał odpowiedzieć: - >Uchowaj Boże, najjaśniejszy panie, ażebyśmy za twego życia mieli myśleć o wyborze innego króla; panuj tu i w Babinie<. Król miał się roześmiać i całe otoczenie jego śmiechem wybuchnęło." (tamże). Podobnych stowarzyszeń szukać można w różnym miejscu i czasie, zarówno wśród wszelakich wesołych kompanii, jak i poczciwego chłopa, który, wychodząc na ganek, zowie swe poletko "swoim królestwem". Państwowe epitety służą jedynie dodaniu smaczku przedsięwzięciom nie mającym wiele wspólnego z prowadzeniem państwa, a takich państw nawet ich założyciele nie biorą na poważnie. Słuszna objętość tego akapitu wynika z tego, iż na wszelkie rodzaje nieistniejących państwowości będę się w przyszłości na tym blogu powoływał; wystarczy wówczas, że w odpowiednim miejscu odeślę czytelnika do niniejszej notki.

Są jednak i inne przypadki państw, które państwami nie są. Słabość władzy centralnej prowadzi często do pewnej autonomizacji różnych części kraju, które zaczynają żyć własnym życiem, nierzadko tworząc struktury państwowe, często co prawda nieuznawane w świecie. Do powstawania takich autentycznych "państw w państwie" prowadzić mogą także dążenia do wyzwolenia się spod jarzma i utworzenia na danym obszarze własnego, niezależnego organizmu politycznego. Jest to sytuacja na swój sposób odwrotna od tych opisanych wyżej, bowiem o ile tam mamy do czynienia z państwami istniejącymi tylko w teorii, te kraje istnieją praktycznie, w teorii będąc częścią składową większej domeny. Obszary takie posiadają swoje władze i prowadzą własną politykę, często nawiązując stosunki dyplomatyczne z sąsiadami a nawet podejmując wojnę, czasem z własnym, formalnym, suwerenem. Za przykład może tu posłużyć Kozaczyzna - zamieszkujący poddane Rzeczypospolitej ziemie Kozacy na własną rękę, wbrew polityce władz państwowych, toczyli boje z Tatarami, często w porozumieniu z Moskwą. Wykształcili także własny ustrój (forma demokracji wojennej) i swoje państwowe struktury, samodzielnie obierając władzę (hetmana i starszyznę), uznaną w końcu przez króla polskiego (jako dowódca wojsk kozackich i swego rodzaju urzędnik). Nieco świeższym przykładem jest Polskie Państwo Podziemne. Bywa, że ruchy takie z czasem faktycznie doprowadzają do powstania w pełni suwerennego państwa istniejącego oficjalnie na arenie międzynarodowej.

Układy sił na mapach politycznych są zmienne; zastany porządek można wywrócić do góry nogami, o ile ma się odpowiednie po temu możliwości. A jak się ich nie ma, zawsze można przynajmniej sobie trochę pożartować i tym sposobem wyrażać dezaprobatę dla istniejącego stanu rzeczy.

Kotrzybrański ONR Łódzkie

Okiem Narodowca 25-31.01.2010
Dodano 2010-02-05

ObrazekOkiem Narodowca:
Poniedziałek 25.01.2010
Szefowa Związku Wypędzonych Erika Steinbach, znana powszechnie z kapitału politycznego, jaki chce zbić na swojej działalności ( nieznana powszechnie dotychczas w niemieckiej polityce ) odmówiła przeprowadzenia lustracji swej organizacji. W 2006 roku na światło dzienne wyszły dokumenty, z których jasno wynika, iż do 1983 roku ścisłe kierownictwo „wypędzonych” stanowili członkowie NSDAP. Organizacja rewizjonistyczna, której przewodzi szanowna ( sic! ) Frau Fuhrer jest więc niczym innym jak prostym przedłużeniem ruchów, które doprowadziły do wybuchu drugiej wojny światowej. Zatem prosta konkluzja: przepędźmy wypędzonych.

Wtorek 26.01.2010
Jak donosi „Nasz Dziennik”, Francja cierpi na brak kapłanów. Rzecznik francuskiego Episkopatu stwierdził, iż jeśli nie wzrośnie liczba powołań kapłańskich, to za kilka lat może zniknąć połowa istniejących diecezji. Francja, „najstarsza córa Kościoła”, poligon doświadczalny masonerii, wiedzie zatem prym w laicyzacji. Nie ma się co jednak martwić, ponieważ katolickie świątynie zastąpione zostaną islamskimi minaretami, a afrykańscy imigranci przynosić nadal będą blask cywilizacji zaściankowej Europie w świetle płonących sklepów i samochodów.

Środa 27.01.2010
Rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu stało się kolejną okazją do żydowskiego festiwalu „Szoach”, którą trafnie skomentował bp. Pieronek w wywiadzie dla jednej z włoskich gazet. Zbojkotowanie uroczystości przez jedno ze stowarzyszeń skupiających chrześcijańskich więźniów Auschwitz – Birkenau przeszło bez echa. W końcu to festiwal sponsorowany przez przedsiębiorstwo Holocaust...

Czwartek 28.01.2010
W reakcji na „oburzającą, homomofobiczną” wypowiedź posła PiS Stanisława Pięty, który porównał homoseksualizm do pedofilii i zoofilii słusznym gniewem zareagowała Kampania Przeciw Homofobii. Ta homofaszystowska organizacja skupiająca prominetnych pederastów używa wszystkich możliwych mechanizmów demokratycznego państwa prawa, aby potępić i ukarać wypowiedź człowieka, który primo: jest reprezentantem narodu, secundo: wyraża pogląd zdrowej większości. Wniosek jest prosty, aby uzdrowić sytuację należy zakazać pederastii i demokracji.

Piątek 29.01.2010
Żydowskie zbrodnie na narodzie polskim są do dzisiaj tematem tabu, zarówno na gruncie historiografii, jak i w dyskusji publicznej. Udział żydów w sowieckim aparacie terroru poruszany jest naukowo sporadycznie i przez czysty przypadek. Nie dziwi zatem brak sukcesów w śledztwie prowadzonym od 9 lat przez IPN, wszczętym na wniosek Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Śledztwo dotyczy masakry dokonanej przez sowiecką partyzantkę na mieszkańcach wsi Koniuchy. Dowódcą oddziału partyzanckiego był żyd, podobnie większość sowieckich partyzantów, jednak doprowadzenie śledztwa do końca zapewne byłoby przejawem ksenofobii, rasizmu, antysemityzmu, i co tam sobie stowarzyszenie „Nigdy Więcej” jeszcze by dopisało...

Sobota 29.01.2010
Podsumowano, iż w styczniu b.r. w Afganistanie zginęło 44 żołnierzy „koalicji” biorących udział w zwycięskiej wojnie przeciwko terroryzmowi. Tymczasem w Polsce w wyniku zamarznięcia zmarło ok. 70 osób. Które dane są tragiczniejsze dla partii rządzącej, pokaże zapewne kolejna polska ofiara przywieziona w plastikowym worku z Afganistanu.

Niedziela 31.01.2010
Siły NATO pomyłkowo starły się w nocy z piątku na sobotę w prowincji Wardak w Afganistanie ze swymi sojusznikami z afgańskiej armii. W wyniku ostrzału z powietrza zginęło czterech afgańskich żołnierzy, a sześciu zostało rannych - podały władze prowincji... A Hitler 1 września 1939 roku odpowiedział zbrojnie na polską agresję...

Stefan ONR Podkarpacie

Czy napis na murze może obalić system, czyli komuny ciąg dalszy... - artykuł
Dodano 2010-02-04

ObrazekCzy napis na murze może obalić system, czyli komuny ciąg dalszy...
Ojciec często opowiada mi o swoich perypetiach z systemem komunistycznym w tle (a może w roli głównej?). Jeden z jego przyjaciół za napis na murze został oskarżony o działalność wywrotową i antypaństwową. Na rozprawie zapytał, czy napis na ścianie może obalić system. Pytanie to było wyjątkowo trafne. Tyle może tytułem wstępu; dlaczego zacząłem od tej historii, wyjaśnię później.

Ostatnimi czasy moją uwagę przykuła jedna z organizacji działających na Śląsku, a mianowicie Ruch Autonomii Śląska. Organizacja, której nazwa jawnie wskazuje tendencje separatystyczne, oficjalnie mówi jedynie o połączeniu województw, czego wyrazem są między innymi Marsze Jedności Górnośląskiej, do których nawiążę później. Z pozoru ich działalność wydaje się w miarę zgodna ze zdrowym rozsądkiem. Zaczynam jednak poważnie obawiać się, gdy słyszę okrzyki młodych sympatyków RAŚ na meczach. Jednym z najbardziej przerażających (to naprawdę odpowiednie słowo) jest: „Dzisiaj Kosowo, jutro Śląsk". Czego chcą młodzi zwolennicy tej organizacji? Czystek etnicznych na ogromną skalę, jak to miało miejsce w Serbii? Krwi Polaków niechętnych idei suwerennego Śląska? W takim wypadku ogromna część mieszkańców Opolszczyzny ma się czego obawiać. Dodatkowo ciekawy jest fakt, iż wielu działaczy Mniejszości Niemieckiej patrzy przychylnie na tę inicjatywę. Dlatego warto zastanowić się, o jaką suwerenność chodzi działaczom RAŚ? Czy nie chcą oni przypadkiem zbliżenia ziem piastowskich do Niemiec? Czy nie dlatego zamiast skandować „Górny Śląsk" skandują „Oberschlesien"? Dlaczego to hasło drukują na swych koszulkach, flagach, proporcach etc? Dlaczego używają nazwy niemieckiej?

W połowie października 2009 roku ulicami Opola przeszedł wspomniany już Marsz Jedności Górnośląskiej. Zwolennicy autonomicznego Śląska przyjechali autokarami, by zamanifestować swe idee w Opolu. Nie spotkali się jednak z życzliwym przyjęciem, większość Opolan negatywnie odniosła się do wizji manifestujących Ślązaków. Cała ta sytuacja przypomina mi trochę przywożenie Niemców na polskie ziemie podczas plebiscytów po pierwszej wojnie światowej. Bliskie kontakty między RAŚowcami a działaczami Mniejszości Niemieckiej przypominają mi jeszcze jedną sytuację z historii Rzeczpospolitej, mianowicie piątą kolumnę. Hitler także obiecywał Ślązakom autonomię, w zamian za „skromną" pomoc. Być może moje skojarzenia są nieco za daleko posunięte, ale czy na pewno? Dodając do tego wspomniane wcześniej hasło „Wczoraj Kosowo, dzisiaj Śląsk", można się nad tym poważnie zastanowić.

Naprzeciw autonomistom stanęła młodzież ze środowisk szeroko pojętej prawicy narodowej, w tym moja skromna osoba. Naszym celem nie była oczywiście fizyczna konfrontacja, czy też temu podobne działania. Chcieliśmy jedynie w imię wolności słowa wyrazić głośno swój sprzeciw wobec separatystycznych żądań popleczników Gorzelika. Jak sam wódz autonomistów mówi, manifestacja miała na celu przekonanie Opolan, a tym samym wzywała do pewnego rodzaju debaty, którą my, młodzi narodowcy, podjęliśmy. Obydwie grupy szczelnie odgradzała policja, a po manifestacji młodzi przeciwnicy RAŚowców udali się spokojnie do domów. Jakie było moje zdziwienie, gdy do drzwi mojego pokoju w akademiku zapukała policja, wzywając mnie (i jak się później okazało nie tylko mnie) na przesłuchanie. Wkrótce po odmówieniu składania zeznań na komendzie po raz kolejny zostałem zaskoczony, tym razem wydanym zaocznie wyrokiem, skazującym mnie na grzywnę w wysokości 200 zł za przeszkodzenie w przebiegu legalnej manifestacji. Natychmiast napisałem apelację, dziś czekam na rozprawę. Jednak nie do końca rozumiem postawiony mi zarzut. Przeszkadzanie to niedopuszczenie do wykonania danej czynności. My jednak nie przeszkodziliśmy manifestującym w ich pochodzie, a jedynie wyraziliśmy nasze zdanie (przecież taki był cel manifestacji -przekonanie, bądź co za tym idzie nieprzekonanie do swojego zdania). Czy w ponoć wolnym kraju jest to coś niewłaściwego? To właśnie zrodziło moje skojarzenie (chyba właściwe) ze wspomnianym w pierwszym akapicie incydentem, dotyczącym napisu na ścianie, mogącego w opinii władz obalić system.

Po tym wszystkim zastanawiam się, czy demokracja, wolność słowa, o które walczyli także moi rodzice, nie są jedynie przykrywką jeszcze jednego totalitaryzmu. Myśl ta sprawia, że pokolenie moich rodziców winno się czuć oszukane.

Basajew ONR Opolszczyzna

Dr House jako ikona postmoderny - artykuł
Dodano 2010-02-03

ObrazekDr House jako ikona postmoderny
Coraz większą popularnością cieszy się amerykański serial o wybitnym diagnoście szpitala Princeton-Plainsboro w New Jersey, dr Gregorym Housie. Wielu z nas także z zapartym tchem śledzi jego perypetie.

W tym krótkim artykule postaram się podać krótką charakterystykę dr House jako przedstawiciela postmodernistycznego sposobu postrzegania rzeczywistości.

Dr House powiedział:
Każdy kłamie.

Dla filozofa postmodernisty prawda obiektywna nie istnieje, jest ona tylko grą językową. Każdy tworzy swoją prawdę, użyteczną dla jego prywatnych spraw. Wszelkie zaś poszukiwanie prawdy jest z góry skazane na niepowodzenie. House te dywagacje sprowadza do konkretnych sytuacji ludzkiego życia. Obserwując człowieka dochodzi do wniosku, że podstawą jego życia jest nieustanne okłamywanie siebie, swoich najbliższych i wszystkich dookoła. Czasami czyni się to nieświadomie, ale wielokrotnie dokonuje się tego z premedytacją. House ma rację, że budujemy sztuczny, zakłamany obraz swojej osoby, ale myli się w tym, że jest to naturalne i nie sposób z tym wojować. Chrześcijańska antropologia pokazuje wyraźnie, że konieczna jest nieustanna walka duchowa i możliwe jest życie w prawdzie, bo przecież sam Chrystus przyszedł, aby dać świadectwo prawdzie (por. J 18, 37)

Dr House powiedział:
Religia to nie opium dla mas. To placebo dla mas.

Dr House nie kryje swoich może nie ateistycznych, ale z pewnością głęboko agnostyckich poglądów. Sprzeciwia się wielokrotnie instytucji Kościoła, choć jest to krytyka spójna i bardzo merytoryczna. House zna etykę chrześcijańską cytuje św. Tomasza z Akwinu.

Kościół musi stanąć odważnie wobec takich ludzi i głosić swoją naukę jeszcze bardziej pokazując nie tylko jej racjonalność i prawdziwość, ale także samemu nieustannie się odnawiając rodzić odważnych świadków wiary, którzy swoim życiem pokazywać będą blask prawdy.

Dr House powiedział:
Mówi się, że nie można żyć bez miłości. Osobiście uważam, że ważniejszy jest tlen.

Postmodernistyczne życie społeczne charakteryzuje się maksymalnym pluralizmem zasad. Od nikogo nie oczkuje się weryfikowania swoich zapatrywań na drodze poznawania uniwersalnych wartości. Każda orientacja życiowa otrzymuje prawo do całkowitego respektu.

Dr House śmieje się z wartości, spłyca je, marginalizuje. Nie potrafiąc budować trwałych relacji ucieka w przelotne kontakty z prostytutkami. Pacjenta nie traktuje jako osoby, ale jako kolejny przypadek do zdiagnozowania. Człowiek dla niego nie ma wartości, prócz oczywiście grupki wybranych kolegów; jest po prostu doskonalszym zwierzęciem. Takie ujmowanie rzeczywistości prowadzi do zanegowania uniwersalnych zasad i wartości, zepchnięciem na margines. Ratunkiem jest powrót do wizji ogrodu wartości Maxa Schellera, w którym człowiek wybiera dla siebie najważniejsze wartości obiektywne i czyni je subiektywnymi, czyli nie ujmując ich powszechności uznaje za swoje. O wyborze konkretnych dóbr duchowych decydować musi rozum oświecony wiarą.

Dr House jest zatem dla nas wyzwaniem do jeszcze głębszych refleksji o świecie i dawania w nim świadectwa prawdzie.

Potocki ONR Górny Śląsk

Karuzela - artykuł
Dodano 2010-02-02

ObrazekKaruzela
"Karuzela, karuzela, na Bielanach co niedziela, śmiechu beczka i wesela" tak szły słowa popularnej niegdyś piosenki. Taka sama, albo przynajmniej podobna karuzela, obraca się w Polsce co cztery lata- przy okazji wyborów parlamentarnych. Istotnie jest przy tym beczka śmiechu, a jak by się sprawy nie potoczyły, to karuzela kręci się w koło i co kilka obrotów wraca do punktu wyjścia, a zanim obróci się o 360 stopni, ludzie zdążą już zapomnieć jak wygląda ta jej część która widzieli na początku, no i tak się to kręci.
Na naszej karuzeli, są przeróżne zwierzęta na których można odbyć podróż, są tam osły, woły, lisy, hieny, sępy – oj długo by wymieniać resztę, ale to te najważniejsze. Delikwent odbywający podróż zwykle podchodzi do przejażdżki bardzo entuzjastycznie, z uśmiechem na twarzy wybiera zwierzę na którym będzie jechał. Później jednak nadchodzi rozczarowanie i nasz bohater stwierdza, że gdyby wiedział, że tak to będzie wyglądało, to nigdy by się na to nie zdecydował.
Za jakiś czas złość jednak mija i dochodzi do kolejnej podróży, ponieważ na przykład osioł został przemalowany z koloru czerwonego na różowy- a więc to nie ten sam osioł. Podróż zaczyna się poraz kolejny i tak do znudzenia. Karuzela kręci się wciąż, a osły, hieny, lisy, sępy i woły mają z tego ubaw co niemiara, bo nie dość, że się dobrze bawią, to za tą zabawę płacą inni- którzy z pozoru jej chcą, lecz później są niezadowoleni, a co najlepsze płaci się im za nic nie robienie- no, może prócz tego, że muszą czasem zrobić ładny uśmiech- ale przecież i ten jest namalowany, więc wysiłek to żaden.
Tłum gapiów przygląda się pracy karuzeli i stwierdza, że to wina tych zwierząt, na których można jeździć, więc trzeba wybrać inne, ale one tylko wykorzystują niedoskonałość i prostotę karuzeli, jak trzeba to ich przemalują(właściciele karuzeli) i tłum już na jakąś chwilę staje się zadowolony- aż do kolejnego obrotu. Oczywiście zwierzaki pięknie oszukują, ale tłum jest nie bez winy – bo oszukiwać się daje i to na te same dokładnie sztuczki, dają się nabierać nawet na to, gdy na przykład hiena nazwie siebie sępem- bo skoro się nazwał, to zapewne nim jest. Ale to i tak bez różnicy, czy by nim był czy nie, parszywości z niego to nie zmywa. System taki trwa latami, ale wszystko się kiedyś kończy i tu nie chodzi o to, by wymieniać zwierzęta na prawe i pokorne, bo i one od ciągłego kręcenia się i braku odpowiedzialności w końcu staną się złe i jedynym ich celem będzie to, aby delikwentów przekonać, że to na nich warto jechać- a co się będzie działo później, to nie ważne.
W końcu jednak znajdzie się ktoś, kto w stare zardzewiały tryby karuzeli włoży pręt, który zatrzyma i zniszczy tą ohydną maszynerię, następnie wyrzuci przebierańców i całą karuzelę na śmietnik, lub postawi w niedalekiej odległości cyrku- tam gdzie jej miejsce. Tłum jednak mógłby być niezadowolony z takiego obrotu sprawy, dlatego też najpierw trzeba pokazać na jakiej zasadzie karuzela pracuje, a dopiero później zakończyć jej żywot.
Ale na razie się kręci, kolejny obrót przewidziany jest na rok 2011, oj będzie kupa śmiechu, zastanawiam się tylko ile takich obrotów jeszcze zdoła wykonać, nim w końcu pręt uśmierci ją na zawsze- oby stało się to jak najprędzej!

MyPride ONR Górny Śląsk

Brygada Świętokrzyska – wola przetrwania - artykuł
Dodano 2010-01-30

ObrazekBrygada Świętokrzyska – wola przetrwania
Motto:
„Zwyciężą ten, kto przetrzyma ostatnią sekundę walki
i nie załamie się.”

Marszałek Foch

Zamierzam wycofać oddziały polskie z terenu Niemiec do Francji. Na miejscu, po skoncentrowaniu, w razie dalszego postępu nieprzyjaciela przerzucić je do Hiszpanii.
Fragment Planu „P”

Grupa Operacyjna „Zachód”
Brygada Świętokrzyska była wielką jednostką partyzancką podporządkowaną Narodowym Siłom Zbrojnym (NSZ).
Powstała 11 sierpnia 1944 roku na kielecczyźnie, u stóp gór Świętokrzyskich, z rozkazu Rady Politycznej NSZ, faktycznie kierowanej przez tajną Organizację Polską (OP).
Według planów OP Brygada Świętokrzyska miała stać się częścią składową Grupy Operacyjnej Zachód, która, z chwilą załamania się frontu niemieckiego, miała własnymi siłami zająć dawne ziemie piastowskie po Odrę i Nysę Łużycką łącząc się tym samym ze zwycięskimi aliantami zachodnimi. Plan ten noszący kryptonim „Z” zakładał powodzenie w wypadku gdy alianci zachodni zajmą całe Niemcy łącznie z Berlinem przy jednoczesnej stagnacji na froncie wschodnim.
Rachuby Kierownictwa NSZ i OP co do finału II Wojny Światowej okazały się błędne.
Alianci zachodni już pod koniec roku 1943 w wyniku konferencji w Teheranie podzielili Europę na strefy wpływów przyznając ZSRR całą Europę Wschodnią.
Finał II Wojny Światowej został przypieczętowany, alianci zachodni mieli zatrzymać się na linii rzeki Łaby za którą rozciągała się już strefa operacyjna Armii Czerwonej. Wcielenie w życie planu „Z” a zwłaszcza organizację Grupy Operacyjnej Zachód w wielką jednostkę o sile Korpusu pogrzebała ostatecznie akcja militarna Armii Krajowej (AK), która z chwilą wkroczenia Armii Czerwonej na tereny przedwojennej Polski rozpoczęła powszechne powstanie sił AK przeciwko okupantowi niemieckiemu o kryptonimie „Burza”, co zdezorientowało i sparaliżowało akcję NSZ. Ciosem ostatecznym planów OP okazało się powstanie Warszawskie, wywołane przez nie orientujące się w sytuacji frontowej czynniki AK, uwięziło w oblężonej stolicy nie tylko około miliona cywili ale również kilka tysięcy zawodowych żołnierzy NSZ, wyszkolonych do warunków partyzanckich podchorążych mających stanowić elitę i główny potencjał Grupy Operacyjnej Zachód.
Alianci zachodni, mimo oficjalności i legalności AK jak i Rządu na Uchodźctwie rezydującego w Londynie, w pełni uznanego przez aliantów i mimo, że Polskie Siły Zbrojne w skład których wchodziła również AK, były częścią składową wojsk sojuszniczych nie poinformowali żadnego z polskich czynników o postanowieniach Konferencji w Teheranie, zachowując w głębokiej tajemnicy fakt podziału Europy pomiędzy zwycięskie Mocarstwa do których Polska się nie zaliczała. Dlatego też wkład militarny AK w ostatecznej rozgrywce II Wojny Światowej czyli akcja „Burza” a zwłaszcza powstanie warszawskie okazały się militarną i strategiczną klęską a nade wszystko kompromitującym i dyskwalifikującym na arenie międzynarodowej błędem, który, oderwany od rzeczywistości i elementarnych zasad sztuki wojennej, nie miał najmniejszego znaczenia na wpływ i przebieg wojny.
Wszystkie powyższe czynniki sprawiły, że z chwilą powołania do życia przez Radę Polityczną NSZ Grupy Operacyjnej Zachód ta ostatnia liczyła sobie jedynie około 800 partyzantów z których zorganizowano Brygadę Świętokrzyską.
W okresie od 11 sierpnia 1944 do 13 stycznia 1945 roku Brygada NSZ operowała na kielecczyźnie walcząc zarówno z okupantem niemieckim jak i z partyzantką komunistyczną z pod znaku Armii Ludowej (AL), złożoną przeważnie z band rabunkowych pod wodzą agentów NKWD i sowieckich skoczków spadochronowych. W między czasie EneSZetowcy przeprowadzali ćwiczenia polowe przygotowując się do marszu na zachód.
13 stycznia 1944 roku ruszył nagle front sowiecki znad Wisły. Rozpoczęła się ofensywa zimowa Armii Czerwonej. Zaskoczenie Kierownictwa NSZ, oczekującego ofensywy sowieckiej najwcześniej wiosną, było absolutne. Kolejny raz plany OP zostały pokrzyżowane.
Powagę sytuacji ilustruje treść rozkazu Kierownictwa NSZ dostarczony rankiem 13 stycznia 1945 roku dowódcy Brygady Świętokrzyskiej, płk Szackiemu „Bohunowi”:
Żadnej pomocy nie możemy dać. Cofać się na zachód w myśl ustnych rozkazów na własną rękę.
W tak dramatycznej sytuacji, w obliczu faktów dokonanych, Brygada Świętokrzyska rozpoczęła swój marsz ku wolności.
W chwili wymarszu jednostka liczyła sobie około 800 ludzi.
Plan „Z” w pierwotnej formie zakładający zajęcie dawnych ziem piastowskich ze Szczecinem, Wrocławiem i Opolem przez uderzenie wielkich Grup Operacyjnych NSZ został drastycznie ograniczony do ewakuacji, a tym samym uratowania przed sowieckim najeźdźcą 800 młodych istnień – żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej.
Marsz, który rozpoczął się 13 stycznia w okolicach Miechowa w środkowej Polsce zakończył się ostatecznie 6 maja w miejscowości Veskary w Czechach po przebyciu ponad 300 km. Symbolicznym zakończeniem marszu było spotkanie czołówek Brygady z amerykańskim patrolem. Brygada nawiązała kontakt z amerykańską 2 dywizją piechoty już 30 kwietnia za sprawą specjalnie wysłanego w tym celu patrolu oraz za pomocą łączności radiowej. Kontakt ten zaowocował podjęciem przez Brygadę Świętokrzyską działań ofensywnych przeciwko Niemcom. Pamiętać należy, że w tym czasie stan Brygady wynosił około 1250 dobrze uzbrojonych żołnierzy znajdujących się na tyłach wojsk niemieckich, stanowiąc tym samym poważne zagrożenie dla tych ostatnich. Tymi siłami obsadzono zbrojnie szosę prowadzącą do Pilzna na odcinku Holysov-Stankov.
5 maja Brygada uderzyła na obóz koncentracyjny kobiet pod Holiszowem uwalniając około 700 więźniarek, a między innymi 400 Francuzek i 167 Polek, biorąc do niewoli około 200 SS-manów i 15 strażniczek. Następnego dnia, 6 maja, po spotkaniu z amerykańską 2 dywizją piechoty przeprowadzono wspólnie działania, które doprowadziły do wzięcia do niewoli sztabu niemieckiej 13 Armii. 7 maja Brygada u boku Amerykanów zakończyła działania zbrojne w pełni uznana za jednostkę aliancką.
Przez następne miesiące, do lipca 1945 roku, związek taktyczny NSZ stacjonował na terenie Czech, stanowiąc nie formalnie, ale faktycznie część amerykańskich sił okupacyjnych.
W tym okresie dowództwo Brygady usilnie starało się o uznanie ich jednostki jako części składowej II Korpusu Polskiego a tym samym przesunięcia całej Brygady do Włoch, miejsca stacjonowania Korpusu gen. Andersa.
Nadzieje te skutecznie podsyciła wizyta ppłk Mazurkiewicza, polskiego oficera łącznikowego, który po odebraniu defilady w dniu 14 maja wygłosił do żołnierzy Brygady przemówienie następującej treści:
Jestem dumny, że mnie pierwszemu przypada w udziale powitać Wasz oddział. (…) Jesteście jedynym oddziałem, któremu udało się przejść przez wszystkie trudy i znoje życia żołnierskiego i to z bronią w ręku. (…) Przybyłem po to, aby żołnierzom uwolnionym z okupacji niemieckiej przywracać prawa żołnierza. Wam tych praw nie potrzeba przywracać, albowiem prawa te zdobyliście sobie w walce i trudach żołnierza. Byliście i jesteście żołnierzami polskimi, a czyny Wasze przejdą do historii. Dlatego nie żegnam się z wami, tylko mówię Wam chwilowo - do widzenia.
W kilka dni po wizycie ppłk Mazurkiewicza przyjechał do Brygady ppłk Szymański, główny oficer łącznikowy amerykański, przydzielony do armii polskiej, wraz z oficerem polskim ppor. Tyszkiewiczem ze sztabu gen. Eisenhowera, z oświadczeniem, że Brygada zostanie przewieziona jako oddział aliancki do Bawarii, a następnie do II Korpusu we Włoszech.
Jednak po paru dniach odjazd Brygady został odwołany bez podania przyczyny a interwencje oficerów Brygady w sztabie naczelnego dowództwa alianckiego w tej sprawie nie przyniosły rezultatów.
Jedynie po osobistych zabiegach dowódcy Brygady, płk Szackiego, jednostka polska została przesunięta z obecnego miejsca stacjonowania w rejonie Veskary-Holiszów do rejonu Boehmerwald w Sudetach około 60 km na zachód od Pilzna. Tym samym Brygada NSZ została odsunięta od niebezpiecznej amerykańsko-sowieckiej linii demarkacyjnej i zakwaterowana w pięciu wioskach zamieszkałych przeważnie przez Niemców sudeckich.
Brygada nadal pełniła faktycznie funkcję wojsk okupacyjnych będąc podporządkowana V Korpusowi amerykańskiemu gen. Hermana bez jasnych i konkretnych decyzji w sprawie przyszłości.
W takich okolicznościach Brygadę odwiedził lewicowy publicysta Stefan Litauer który pod przybranym nazwiskiem, Lityński, zdobył zaufanie ppłk Marcinkowskiego pseudonim „Jaxa”, czołowej postaci w Brygadzie Świętokrzyskiej, i w wyniku rozmów z nim napisał oszczerczy artykuł pod wymownym tytułem „Polscy faszyści rządzą pięciu czeskimi wsiami” który ukazał się w poczytnym londyńskim piśmie New Chronicle noszący datę 30 lipca 1945 roku.
W ten sposób fakt przebywania dużej jednostki NSZ w Czechach stał się znany na całym świecie, przynosząc natychmiastowe skutki.
W pierwszych dniach sierpnia Brygada otrzymała rozkaz z naczelnego dowództwa sił alianckich zdania broni i przewiezienia do Coburga w Niemczech. Rozkaz został wykonany 6 sierpnia 1945 roku.
W celu powstrzymania całkowitej demilitaryzacji jednostki NSZ do akcji dyplomatycznej wkroczyło dowództwo Brygady z płk Dąbrowskim , mjr Żochowskim i kpt. Iłłakowiczem na czele. W wyniku rozmów przedstawicieli Brygady z dowództwem 3 Armii Amerykańskiej, której podlegała jednostka NSZ, ustalono że Brygada jako całość zostanie zaangażowana w tworzenie Kompanii Wartowniczych, paramilitarnych formacji pomocniczych przy Armii Amerykańskiej.
Do całej akcji przychylnie odniosło się dowództwo II Korpusy Polskiego. Gen. Anders uważał bowiem, że kompanie wartownicze mogą stać się zakamuflowaną rezerwą na wypadek ewentualnej rozbudowy w przyszłości polskich jednostek czysto wojskowych.
Z drugiej strony przedstawiciele OP, licznie przebywający w Brygadzie i sprawujący nad nią faktyczny nadzór, w sposób mocno ukryty torpedowali konsekwentne podporządkowanie się jednostki II Korpusowi we Włoszech, mając świadomość tego, że zrealizowanie tego planu oznaczało by wyeliminowanie ich wpływów na Brygadę i w konsekwencji przekreśliło niezależność oddziałów NSZ na Zachodzie.
Oferta amerykanów była dla środowiska OP idealnym rozwiązaniem.
Zachowując całość organizacyjną i względną niezależność Brygada mogła rozwinąć działalność na rzecz konspiracji NSZ w kraju będąc jednocześnie podległa Armii Amerykańskiej a więc poza faktycznym zasięgiem II Korpusu a tym bardziej Polski Lubelskiej.
Brygada Świętokrzyska zaczynała nowy okres swojej działalności.

Od Kompanii Wartowniczych do Korpusu NSZ
Płk Szacki w piśmie do gen. Andersa z 28 września 1946 roku przedstawił następujący stan Brygady:
Sztab Brygady złożony z 17 oficerów i 28 podoficerów i szeregowych oraz 6 kompani kompletnie zorganizowanych i wyposażonych rozlokowanych w okolicach Monachium i Norymbergii. Łącznie około 1800 oficerów, podoficerów i szeregowych. Oprócz tego nadwyżki żołnierzy zostały umieszczone w Ośrodku Zapasowym z którego w najbliższym czasie będą tworzone kolejne kompanie.
Dodać należy, że przy Brygadzie znajdowało się kilkaset kobiet, w większości uwolnionych z obozu w Holiszowie, które w najbliższym czasie zostały zorganizowane w Obóz Polek przy Grupie Operacyjnej Zachód NSZ – taką bowiem oficjalną nazwę nosiła wciąż rozrastająca się Brygada Świętokrzyska.
Amerykanie w dość swobodny sposób podchodzili do tworzących się Kompanii Wartowniczych. Początkowo powstawały one spontanicznie, tworzone przez poszczególnych dowódców amerykańskich, od szczebla dywizji wzwyż. Powodowało to, że nie istniało centralne, jednolite dowództwo ani struktura organizacyjna. Nie istniały żadne regulaminy, normy czy przepisy dotyczące powstających jednostek pomocniczych. Sprawy techniczne i wyszkolenia pozostawiano w rękach polskiej kadry oficerskiej. Amerykanie ograniczali się jedynie do ogólnego nadzoru i wyznaczania jednostkom konkretnych zadań.
Wszystko organizowane było ad hoc.
Panowała atmosfera pełnej improwizacji i względnej dowolności.
Sytuację tą w pełni wyzyskało dowództwo Brygady i jej polityczni zwierzchnicy z OP.
Przede wszystkim rozbudowano stan osobowy brygady.
Spontaniczny werbunek z pozornym chaosem i improwizacją, dowództwo Brygady, ujęło w karby organizacyjne.
Z chwilą zakończenia II Wojny Światowej otworzyły się ogromne możliwości werbunku.
Wielkie, wielotysięczne masy polaków uwolnionych z obozów pracy, koncentracyjnych, jenieckich przemierzały powojenne Niemcy w poszukiwaniu zorganizowanych Polskich Ośrodków. Amerykanie cały ten ludzki potencjał skierowywali do ośrodków tworzenia się Kompanii Wartowniczych. Wśród potencjalnych wartowników niewielu było eNeSZtetowców, przeważali „wrześniowi” żołnierze i AKowcy. Dowództwo Brygady stanęło w obliczu nowego problemu. Nagły rozrost Kompanii Wartowniczych w których odsetek eNeSZetowców stale malał mógł w konsekwencji zatrzeć „brygadowy”, „eNeSZetowski” charakter jednostek a tym samym zaplecze polityczne z OP utraciło by kontrolę nad nimi. Dlatego też wyznaczono doświadczonych oficerów NSZ, których zadaniem było wyszukiwanie wśród polskich powojennych rozbitków w Niemczech żołnierzy NSZ, których w pierwszej kolejności werbowano i wcielano do Kompanii Wartowniczych. Dla brytyjskiej strefy okupacyjnej był to ppłk Tadeusz Boguszewski, były szef Oddziału III Operacyjno-Wyszkoleniowego przy Komendzie Głównej NSZ, a dla strefy amerykańskiej mjr Mikołaj Kozłowski, były komendant okręgu NSZ Warszawa-miasto. W ten sposób, w pierwszym okresie, powstawały przede wszystkim Kompanie czysto eNeSZetowskie a ochotników nie związanych z NSZ skierowywano do, mniej eksponowanych, Ośrodków Zapasowych.
Rozbudowano Sztab Brygady, do którego wcielano wciąż napływających doświadczonych oficerów NSZ, jak gen. Zygmunt Broniewski, były Główny Komendant NSZ, który ściągnięty przez OP konspiracyjną drogą z kraju, objął wkrótce, po płk Szackim, Komendę nad całością Kompanii Wartowniczych. W ten sposób rozbudowany Sztab Brygady stał się czysto eNeSZetowskim, kadrowym tworem, który, w momencie ziszczenia się optymistycznych planów OP, miał zdolność personalnego obsadzenia „bawarskiego” Korpusu NSZ, bowiem w planach rozbudowy „swoich” formacji, działacze OP zamierzali stworzyć na bazie istniejących już Ośrodków Kompanii Wartowniczych trzy brygady, w Monachium, Norymberdze i Regensburgu a w konsekwencji połączenie ich w „bawarski” Korpus NSZ.
Pozornie oderwane od rzeczywistości plany OP, patrząc na wciąż nie słabnący napływ nowych ochotników, miały szanse powodzenia. Już bowiem w pierwszych dniach listopada 1945 roku istniało 20 kompanii każda po 258 ludzi co daje liczbę 5160 wartowników a na Boże Narodzenie było ich już ponad 8 000 zorganizowanych w 30 kompaniach.
Tak nagły wzrost liczby ochotników nad którymi pełne dowództwo sprawowali „brygadowi” oficerowie mogło wzbudzać wśród tych ostatnich optymistyczne plany na przyszłość.
Nie mając początkowo konkretnych dyrektyw z dowództwa amerykańskiego dotyczących umundurowania wartowników, dowództwo brygady i w tej kwestii miało pełną swobodę działania. Dlatego też umundurowanie wartownika niczym nie różniło się od munduru żołnierza Polskich Sił Zbrojnych. Zachowano dystynkcje i awanse z czasów NSZ a w celu podkreślenia swoistej wyjątkowości i rodowodu NSZ, wartownicy na lewym ramieniu nosili naszywkę z jaszczurką, symbolem Związku Jaszczurczego, protoplasty NSZ. Dopiero w późniejszym okresie wprowadzono jednolite, granatowe uniformy na których nie było dystynkcji i był zakaz noszenia innych znaków co niepokorni wartownicy przez długi czas skutecznie ignorowali.
W obozach ćwiczebnych, obok musztry i zasad służby wartowniczej, obejmujących całość ćwiczeń służb pomocniczych, polscy wartownicy odbywali kompleksowe ćwiczenia polowe, podtrzymując tym samym bojową postawę bliższą regularnemu wojsku a nie jednostkom wartowniczym.
Faktycznie, Polacy traktowali Kompanie Wartownicze jako cześć Polskich Sił Zbrojnych a siebie jako jej pełnoprawnych żołnierzy, zarówno amerykanie jak i gen. Anders początkowo utwierdzali ich w tym przekonaniu.
Obok zewnętrznej formacji zadbano również o formację wewnętrzną.
W ramach kompanii wartowniczych specjalną uwagę poświęcano zajęciom oświatowym i kulturalnym. Uczono języka angielskiego, uruchamiano specjalistyczne kursy. W oddziałach wartowniczych regularną działalność polityczną prowadzili przedstawiciele środowiska narodowego wywodzącego się z przedwojennego Obozu Narodowo Radykalnego.
Starano się też oddziaływać na polskich emigrantów: prowadzono polityczną agitację w duchu ONR, propagowano hasła walki o prawdziwie wolną i niepodległą Polskę, o Polskę Wielką, Narodowo-Katolicką.
Rekrutowano także młodych ludzi, nie związanych wcześniej z NSZ czy ideologią narodową, do tworzonych pod szyldem jaszczurki brygadowych struktur politycznych.

Gry wywiadów
Wszystko to odbywało się pod nosem amerykanów, którzy tolerowali ten stan rzeczy a nawet przymykali oko na fakt, że przy ich boku prężnie rozwijają się struktury zarówno wojskowe jak i polityczne Polskiej organizacji narodowej, mającej własne cele i aspiracje.
Utrzymywanie przez US Army swoistego najemnego wojska było podyktowane napiętą sytuacją geopolityczną, jaka wytworzyła się tuż po zakończeniu II Wojny Światowej.
Dopóki istniał wspólny wróg – nazistowskie Niemcy, alianci zachodni kokietowali i zgadzali się na wszelkie ustępstwa w stosunku do swojego wschodniego sojusznika, Rosji Sowieckiej na której barkach spoczywał główny wysiłek wojenny. Jednak z chwilą zakończenia działań wojennych, koalicja antyhitlerowska zaczęła trząść się w posadach. Pozorna stabilizacja, jaka zapanowała w Europie tuż po wojnie, faktycznie miała na celu przechytrzenie przeciwnika jakimi stali się nieoficjalnie alianci zachodni i Związek Sowiecki. Z początkiem roku 1946 zaczął rysować się wyraźny podział na Europę zachodnią, cieszącą się swobodami demokratycznymi na straży których stały mocarstwa zachodnie czyli USA, Wielka Brytania i Francja, oraz na Europę Wschodnią nad którą, w sposób totalitarny, niepodzielną władzę zaczęli sprawować rodzimi komuniści z nadania Związku Sowieckiego.
Napięcie rosło.
W roku 1947 Europa zaczęła wchodzić w okres tzw. „zimnej wojny”, a wielu spodziewało się, że ten bezkrwawy konflikt przerodzi się w kolejną, III wojnę światową.
Pogląd ten podzielała również US Army, która w ideowej i prężnie rozwijającej się organizacji z Polski, upatrywała potencjalnego sojusznika w przyszłej, światowej batalii.
NSZ były o tyle atrakcyjne, że posiadały w kraju niezdekonspirowane struktury a nade wszystko potrafiły do tych struktur dotrzeć.
Mowa tu o tzw. „Drodze Konrada”, szlaku kurierskim przetartym przez Jerzego Kozarzewskiego ps. „Konrad” w czerwcu 1945 roku.
Szlak ten składał się z sieci skrzynek kontaktowych i lokali konspiracyjnych, który od Regensburga, poprzez Pragę Czeską, Pilzno prowadził do Katowic. Skrzynki kontaktowe zostały zainstalowane jeszcze przez Brygadę Świętokrzyską w czasie jej marszu na zachód i od tego czasu oczekiwały one na pierwszych kurierów.
Amerykanie postanowili atuty NSZ wykorzystać do celów wywiadowczych.
Konspiracja NSZ w kraju miała zostać nastawiona na działalność wywiadowczą, której wyniki, przez „drogę Konrada”, miały trafiać do centrali w Regensburgu, a stamtąd do amerykańskiego wywiadu.
Centralę łączności z krajem czyli ekspozyturę wywiadu utworzono w Regensburgu w Bawarii. Był to również główny ośrodek emigracji członków OP, którzy nadzorowali pracę wywiadu. Szefem ekspozytury został Otmar Wawrzkowicz, członek najwyższego poziomu OP, szef II Oddziału czyli wywiadu w Brygadzie Świętokrzyskiej, a więc osoba jak najbardziej odpowiednia. To jemu osobiście podlegała ścisła współpraca z Counter Intelligence Corps (CIC) czyli kontrwywiadem USA, która na dobre rozpoczęła się z początkiem 1946 roku.
W kraju, odpowiednikiem Wawrzkowicza, został Antoni Szperlich, również członek najwyższego stopnia wtajemniczenia w OP.
To on miał segregować i opracowywać materiały wywiadowcze, które, drogą kurierską, wysyłano za granicę. Na krajowym zebraniu członków OP, które odbyło się w kwietniu 1946 roku zdecydowano, że zbieraniem informacji wywiadowczych zajmie się cała sieć aktywnych członków organizacji.
Na kolejnym zebraniu z 20 czerwca 1946 roku, kurier Wawrzkowicza, mjr Jan Kamieński przekazał Stanisławowi Kasznicy, ostatniemu Komendantowi NSZ, pięciostronicową instrukcję i przykładowy raport wywiadowczy.
Instrukcja zawierała dziesięć punktów omawiających zespoły zagadnień, którym poświęcone mają być raporty. Zagadnienia te dotyczyły przede wszystkim stosunków między Polską a Rosją, dyslokacji jednostek Armii Czerwonej, NKWD i NKGB w kraju, obsady wyższych stanowisk w Wojsku Polskim a także polskich władz bezpieczeństwa, metod stosowanych w śledztwie, rozmiarów aresztowań i represji. Kolejne punkty dotyczyły informacji na temat krajowego podziemia, jego złożoności, programów a także gospodarki z naciskiem na uzależnienie do Rosji. Były to więc informacje wybitnie wywiadowcze.
Z tych samych powodów co amerykanie, współpracą z NSZ był zainteresowany II Korpus Polski, którego wywiad nie posiadał początkowo własnego szlaku kurierskiego do kraju i korzystał z „drogi Konrada” a centrala w Regensburgu była jednocześnie oddziałem wywiadu wojskowego II Korpusu na czele z Otmarem Wawrzkowiczem, który wkrótce stał się również agentem amerykańskich służb kontrwywiadowczych CIC.
Z rozwiniętej siatki wywiadowczej OP korzystały również kolejne, powojenne wcielenia AK a mianowicie Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj a w szczególności Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (WiN).
Ta ostatnia formacja otrzymując od swojego zwierzchnika, czyli Polskiego Rządu w Londynie, zadania wywiadowcze, nie posiadając początkowo własnych, wypracowanych metod wywiadowczych, w całości oparła się w tej materii na OP. Z czasem, po rozbiciu zorganizowanych struktur OP przez Urząd Bezpieczeństwa (UB) począwszy od końca 1945, pozostali działacze zasilili brygady wywiadowcze WiN, oddając im niepomierne usługi.
Działacze OP w kraju wykonywali więc zadania wywiadowcze dla trzech ośrodków, amerykańskiego CIC, polskiego II oddziału we Włoszech oraz dla emigracyjnego Rządu Londyńskiego, otrzymując z tych źródeł pieniądze na działalność bieżącą organizacji, przy czym Wawrzkowicz zataił przed krajowymi strukturami OP, a tym samym przed nominalnymi zwierzchnikami, swoją współpracę z amerykańskim kontrwywiadem obawiając się zarzutów o płatną agenturalność na rzecz obcego państwa.
Z kolei praca wywiadowcza na rzecz Polskiego Rządu w Londynie była traktowana przez OP jako obowiązek i przedłużenie walki o niepodległość. Działacze OP, wbrew obiegowym opiniom, zachowali się lojalnie w stosunku do władz emigracyjnych uważając Rząd w Londynie za prawowity i oddając na jego usługi bezinteresownie cały, wypracowany przez lata, potencjał organizacyjny.
Gra wywiadowcza prowadzona przez Wawrzkowicza, zapewniająca Ośrodkowi OP w Regensburgu ciągłość, zaczęła z końcem roku 1945 przyjmować niekorzystny bieg.
Pod koniec października został przez UB rozbity Okręg Śląski NSZ, obsługujący „Drogę Konrada”, w konsekwencji czego już w listopadzie 1945 roku został aresztowany sam „Konrad”, Jerzy Kozarzewski a z nim inni kurierzy, co spowodowało rozpad drogi łącznościowo-przerzutowej z Polski do Regensburga, głównego atutu OP w rozgrywce wywiadów. Dodatkowo zarówno WiN jak i II Oddział Korpusu Polskiego we Włoszech zorganizowali własne siatki wywiadowcze w kraju, jak i drogi przerzutowe, tak że uprzywilejowana rola OP w rozgrywkach wywiadowczych została zmarginalizowana. Jednak jeszcze do końca roku 1946, dzięki osobistemu poświęceniu i energii, krajowi działacze OP przesyłali do Regensburga raporty wywiadowcze.

Żadne trudności nie mogą nas złamać
Tymczasem Amerykanie dążyli przede wszystkim do stabilizacji i zachowania status quo w powojennej Europie a tym samym nawiązania poprawnych kontaktów z Moskwą i likwidacji wszystkiego co stało na przeszkodzie do osiągnięcia tych celów.
Wybitnie antykomunistyczne i bojowe środowisko Brygady Świętokrzyskiej z sojusznika zamieniło się nagle w niewygodnego intruza, czego konsekwencje szybko i drastycznie odczuło.
19 stycznia 1946 roku, przyszedł pierwszy cios.
Tego dnia Amerykanie zabronili używania nazwy „Brygada Świętokrzyska”.
Znika ona z oficjalnych dokumentów, a na jej miejsce pojawia się nowa nazwa – I Grupa Kompanii Wartowniczych.
Dotychczasowe bataliony Brygady zostają zamienione na Ośrodki Kompanii Wartowniczych. Ograniczono kompetencje dowództwa Brygady, które pod nową nazwą, Komendy Obozu Uzupełnień, sprowadzały się jedynie do werbunku i szkolenia wartowników w miarę potrzeb władz okupacyjnych.
Zakazano nawet używania w rozkazach i korespondencji określenia „żołnierz” a także nakazano usunięcie orzełków, wszelkich naszywek oraz oznak stopni wojskowych z mundurów, które przyjęły jednolity krój amerykański w kolorze granatowym.
Wszystkie te rygorystyczne ograniczenia, narzucone Brygadzie miały na celu całkowite zatarcie jej wojskowego charakteru.
Mimo tak drakońskich ograniczeń, duch żołnierski panujący wśród „brygadowców” nie został złamany. Duża w tym zasługa dowódcy Brygady, płk Dąbrowskiego, który swoimi odezwami skutecznie podnosił morale swoich podkomendnych.
16 lutego 1946 roku, w dniu wydania zakazu używania określenia „żołnierz” w stosunku do polaków z Kompanii Wartowniczych, płk Dąbrowski wydał rozkaz specjalny, który w formie apelu został odczytany we wszystkich Ośrodkach Kompanii Wartowniczych:
„Wierzę, że te zarządzenia nie obniżą naszej wartości wojskowej. Odwrotnie, z pełną świadomością włożonych na nas obowiązków wszyscy dowódcy i żołnierze dołożą starań, aby pod względem dyscypliny, zwartości i pełnienia służby osiągną jak najwyższy poziom. Żadne trudności nie mogą nas złamać. Śmiało i odważnie musimy kroczyć do wskazanego nam celu. W ciężkich chwilach walki zawsze szczerze zwracałem się do Waszych żołnierskich serc. Czynię to dzisiaj z głębokim przekonaniem, że mężnie przetrwacie okres próby i wykażecie swoje walory żołnierza polskiego. Pracujcie dalej, wytwarzając niezmienne wartości charakteru i silnej woli w atmosferze koleżeństwa i pełnego zrozumienia swego posłannictwa wobec Państwa i Narodu.”
Płk Dąbrowski nie pozostawił swoich podkomendnych w trudnej sytuacji, w pełni się z nimi utożsamiając bo i jego osobiście dotknęły drastyczne ograniczenia.
Amerykanie przejęli większość jego uprawień dyscyplinarnych, między innymi likwidując Wojskowy Sąd Okręgowy przy Brygadzie, w którym płk Dąbrowski pełnił funkcję przewodniczącego, a także odebrano mu uprawienia awansowe.
Ostatecznie, w wyniku nacisków zarówno strony amerykańskiej jak i Rządu Warszawskiego, które przyjęły formę prawdziwej nagonki, dowódca Brygady w dniu 18 marca 1946 roku poinformował swoich podkomendnych, że udaje się „na urlop wypoczynkowy” wyznaczając na swojego zastępcę płk Zygmunta Broniewskiego, przedostatniego Komendanta Głównego NSZ.
Jednocześnie dowództwo US Army uznało, że groźba wybuchu III wojny światowej jest nie realna a sytuacja geopolityczna w Europie ulega stabilizacji, w związku z czym postanowiło zredukować swoje siły okupacyjne w Niemczech.
Między innymi rozpoczął się proces likwidacji 3 Armii, której jednostki powoli, ale konsekwentnie zaczęto odsyłać do USA.
To przy tej Armii istniała I Grupa Kompanii Wartowniczych co pociągnęło poważne konsekwencje zwiastujące nieuchronny koniec dziejów Brygady.
29 kwietnia 1946 roku Amerykanie poinformowali stronę polską, że Ośrodek w Erlangen, po zakończeniu szkolenia zostanie zlikwidowany. 17 czerwca br. zlikwidowano Ośrodek Szkoleniowy w Furstenfeldbruck. Wszystkie pozostałe Ośrodki jak i nadwyżki zostały przekierowane pod zwierzchnictwo 7 Armii USA, przy której przetrwały Kompanie Wartownicze nie związane jednak z eNeSZetowskim etosem. Moment ten można uznać za ostateczny kres jednolitego dowództwa Brygady Świętokrzyskiej.

Rozkazy specjalne - Wola przetrwania
Jednak zintegrowane i zżyte ze sobą środowisko żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej przetrwało w zorganizowanej formie.
Było zbyt wyraźne pod względem ideowym i formacyjnym, żeby rozmyć się wśród Kompanii Wartowniczych istniejących przy 7 Armii, nie posiadających tych przymiotów, ani barwnej historii z wyraźnym, jednoznacznym rodowodem.
Również płk Dąbrowski nie opuścił swoich żołnierzy.
Mieszkając w Monachium, a więc w bezpośrednim sąsiedztwie Ośrodków Szkoleniowych aż do marca 1948 roku wydawał, odczytywane wśród Kompanii Wartowniczych, rozkazy specjalne, które mając moralne i symboliczne znaczenie, stanowiły dla jego byłych podkomendnych widomy znak, że ich dowódca nadal nad nimi czuwa a oni sami muszą wytrwać i przetrwać w zorganizowanej formie będąc kiedyś potrzebni Polsce.
Początkowo rozkazy specjalne były wydawane w formie odezwy do żołnierzy i podpisywane jedynie A. Dąbrowski płk.
Jednak od 11 listopada 1946 roku rozkazy te otrzymały bardziej urzędową formę, zawierającą datację, numerację, miejsce postoju a przede wszystkim nagłówek, który stwierdzał „Dowódca Brygady Świętokrzyskiej – A. Dąbrowski”.
Również jako miejsce postoju była podawana Brygada Świętokrzyska.
Mimo, że nazwa Brygada Świętokrzyska prawnie i formalnie przestała istnieć już na początku 1946 roku, to jeszcze do końca 1948 tym mianem posługiwali się jej byli żołnierze z dowódcą na czele, który, jak wynika z rozkazów specjalnych, nadal uważał się ja jej dowódcę a jednocześnie odpowiedzialnym za podkomendnych.
Rozkazy specjalne ukazywały się dość rzadko.
Głównie z okazji świąt religijnych bądź państwowych, a więc w czasie, gdy żołnierzy ogarniała największa tęsknota za Ojczyzną i refleksja nad losem własnym i utraconej państwowości.
Wówczas żołnierze ci otrzymywali od swojego dowódcy słowa otuchy i pocieszenia.
Rozkazy specjalne zawsze przyjmowały formę osobistych, emocjonalnych apeli. Nigdy nie były protekcjonalne.
Zawsze zaczynały się od nagłówka „Kochani żołnierze!”, a kończyły przeważnie gorącymi życzeniami i wiarą w przetrwanie.
W ten sposób pisze ojciec do syna, taki był też stosunek dowódcy do swoich żołnierzy i odwrotnie, żołnierzy do swojego ukochanego dowódcy i opiekuna.
Tak rodziła się i rozwijała osobliwa więź między żołnierzami-tułaczami, tworzącymi na obczyźnie wspólnotę, nie istniejącą formalnie jednostkę wojskową, Brygadę Świętokrzyską.
Rozkazy specjalne były również odbiciem nastrojów, jakie panowały wśród „brygadowej” emigracji. Ukazywały ich oczekiwania, które zmieniały się wraz z sytuacją międzynarodową, a nade wszystko rozkazy specjalne ilustrowały ogromną wolę przetrwania żołnierzy z pod znaku NSZ i wiarę w ostateczne zwycięstwo swoich ideałów.
Wschodni okupant swoimi metodami stara się złamać ducha oporu wśród naszych rodaków w kraju. Naród polski instynktownie wyczuwa niebezpieczeństwo i dlatego przeciwstawia się wszelkim próbom pogwałcenia i uszczuplenia suwerenności, niepodległości i praw należnych naszemu państwu. Taki stan, jaki obecnie istnieje w stosunkach międzynarodowych, trwać długo nie może i sprawiedliwość na pewno zwycięży. Polska wojny jeszcze nie skończyła i będzie prowadzić ją tak długo, aż wywalczy sobie prawdziwą wolność i niepodległość!
Kochani Żołnierze! Los wyprowadził nas poza granice kraju. Rok tułaczki na obczyźnie wzmocnił nasze charaktery. Rozumiemy wszyscy, że w tej walce naszych rodaków z najeźdźcą zabraknąć nas nie może. Jesteśmy natchnieniem i nadzieją dla cierpiących w kraju naszych braci. Musimy dołożyć wszelkich starań, aby w pracy nad sobą, w atmosferze wzajemnego zaufania, być godnymi spadkobiercami naszych dziadów i ojców, którzy stawiali honor i dobro ojczyzn wyżej niż własne osobiste cele. (…) Naród czeka na powrót najlepszych swych synów-tułaczy, którzy nigdy nie zgodzą się na to, ażeby być sługami obcego państwa! Stać nas na to, aby pracować w Ojczyźnie bez obcej opieki! Wrócimy do kraju jako zwycięzcy, a nie jako zwyciężeni!
Składam Wam moje najserdeczniejsze żołnierskie życzenia, aby Wszechmogący Bóg pozwolił nam wrócić w jak najkrótszym czasie i abyśmy mogli całkowicie oddać siebie pracy w Wolnej, Wielkiej i Niepodległej Polsce!
Rozkaz specjalny z dn. 18 IV 1946

Płk Dąbrowski przekonywał swoich podwładnych, że obecny stan w jakim się znajdują, jest stanem przejściowym, jest kolejnym etapem ich odysei, która rozpoczęła się na kielecczyźnie 11 sierpnia 1944 roku, a która przybliży ich do ostatecznego zwycięstwa. Dlatego apelował o wytrwanie i wciąż podnoszenie wartości moralnych uzasadniając, że jedynie ich środowisko miało rację i nie popełniło błędów w walce o Polskę.
W kraju byliśmy zbrojnym ramieniem tej grupy ludzi, którzy jedynie dobrze zrozumieli interes Narodu Polskiego, walcząc z każdym wrogiem, który zagrażał niepodległości i suwerenności Państwa Polskiego. Przeciwstawiliśmy się wszystkim tym, którzy wierzyli, że w oparciu o obcą potęgę mogą uzyskać dla Polski wolność i niepodległość. Widzimy dzisiaj, że wszystkie złudne nadzieje zawiodły. Nas nic nie zaskoczyło. Byliśmy pewni, że idąc drogą interesu wyłącznie polskiego, natrafimy na największe trudności. Ale mamy zadowolenie wewnętrzne , że w swoich przewidywaniach politycznych i wojskowych nie popełniliśmy zasadniczych błędów. Walkami w kraju i przemarszem na zachód chlubnie uzupełniliśmy kartę historii wojska polskiego w okresie wojny. Nowa karta rozpoczęta na emigracji również mieści dorobek, którym możemy się poszczycić. Zorganizowanie kompanii wartowniczych na terenie okupacji amerykańskiej w Niemczech, pozwoliło nam na wciągnięcie w szeregi Brygady dużej ilości młodzieży polskiej, która w tych ramach została zabezpieczona przed korupcją i demoralizacją. Pełniąc służbę wartowniczą pod opieką władz amerykańskich musimy zdawać sobie dobrze sprawę z tego, że jest to stan przejściowy, który da nam możliwość przetrwania do czasu powrotu do Wolnej Wielkiej Niepodległej Polski.
(…) Wierzę w to, że wszyscy żołnierze, którzy służyli kiedykolwiek w Brygadzie Świętokrzyskiej i ci wszyscy, którzy poczuwają się do łączności ideowej z nami, rozumieją czym jest dla nas i dla kraju Brygada Świętokrzyska, swoją postawą moralną, miłością Narodu, poświęceniem się sprawie potrafią wznieść na jeszcze wyższy szczyt dobre imię i sławę swojego ukochanego oddziału. W zrozumieniu jedności, solidarności oddziałowej i idei, która nam przyświeca, jest nasza siła. Tej siły zmarnować nam nie wolno. Odwrotnie, musimy dołożyć starań, aby ją powiększyć dla dobra Naszej Ukochanej Ojczyzny.
Rozkaz specjalny z dn. 3 VIII 1946
(rozkaz wydany z okazji rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej – przy. T.G.)

Zapomniane wojsko
Od pamiętnego, oszczerczego artykułu pióra Litauera z 30 lipca 1945 roku, środowisko Brygady Świętokrzyskiej wciąż było szkalowane i atakowane ze wszystkich stron, tam gdzie lewica podnosiło głowę.
Ataki te nasiliły się zwłaszcza od końca 1945 roku i trwały nieustannie przez rok następny.
W licznych notach dyplomatycznych, w artykułach w gazetach i czasopismach krajowych, a także w „demokratycznej” prasie angielskiej pojawiały się zmasowane ataki na oddziały „białej gwardii” formowane w amerykańskiej strefie okupacyjnej.
Propaganda rządu warszawskiego określała Brygadę Świętokrzyską mianem skupiska szumowin, kolaborantów, „volksdeutschów” i wszelkiej maści przeciwników demokratycznych zmian zachodzących w Polsce.
Rząd Polski w Londynie, II Korpus we Włoszech jak i władze amerykańskie, którym bezpośrednio podlegała Brygada, nie stanęli zdecydowanie w obronie szkalowanych żołnierzy. Nie demontowali kolejnych propagandowych kłamstw. Zwłaszcza czynniki polskie zachowywały się tak , jak by zapomniały, że jeszcze do niedawna traktowały Brygadę Świętokrzyską jako część Polskich Sił Zbrojnych.
Brygada Świętokrzyska stała się „zapomnianym wojskiem”.
Pełną świadomość tego miał dowódca jednostki NSZ, czemu dał wyraz pisząc w rozkazie specjalnym z dnia 11 listopada 1946 roku:
(…) Przeżywamy obecnie okres nowych trudności. Czeka nas rozgrywka o kompanie wartownicze z administracją warszawską. W walce tej władze amerykańskie poparcia nam nie udzielą. Nie wątpię, że rozgrywkę tę w końcowym etapie wygramy. Musimy wygrać. Jest to próba naszych sił.(…)
Niezachwiana wiara w ostateczne zwycięstwo była naprawdę imponująca.
Brutalnie doświadczeni przez los żołnierze Brygady Świętokrzyskiej doczekali się na Boże Narodzenie 1946 roku prezentu od swojego dowódcy. Była to Srebrna Odznaka Pamiątkowa „Brygady Świętokrzyskiej”.
W ten sposób dowództwo odznaczyło i wyróżniło w wymiarze symbolicznym swoich nieugiętych podkomendnych.
Odznaka z numeracją od nr 101 do 2999 przysługiwała wszystkim żołnierzom-partyzantom, którzy byli przyjęci do Brygady Świętokrzyskiej rozkazem w czasie między 11 VIII 1944 do 5 V 1945 lub w tym samym czasie do oddziałów akcji specjalnej „AS-kielecki”.
Natomiast numeracja od nr 3001 przysługiwała żołnierzom pełniącym służbę w Polskich Kompaniach Wartowniczych nie mniej niż pół roku, przy czym kandydat musiał posiadać nienaganną opinię przełożonych i czuć się związanym ideowo z Brygadą i jej historią.
Odznaka pełniła więc funkcję integrującą żołnierzy. Wszyscy ją noszący czuli się związani ze sobą ideową i historyczną wspólnotą.
Rok 1947 przyniósł naszym bohaterom kolejne perturbacje.
Władze amerykańskie w sposób konsekwentny do końca maja przetransportowały całą 3 Armię do USA, tym samym służby pomocnicze istniejące przy niej zostały w większości rozwiązane a pozostałe istniejące przekazano do dyspozycji płk Franciszka Sobolty, przed wojną dowódcy 61 pułku piechoty, piłsudczyka, któremu podlegały Kompanie Wartownicze przy 7 Armii. Tym samym zarówno dowództwo Brygady jak i przedstawiciele OP utraciło ostatecznie wpływ na jednostki „brygadowe”, które w swej skromnej, mocno okrojonej liczbie, spowodowanej masowymi zwolnieniami, zostały wchłonięte przez inne ośrodki nie związane ideowo z NSZ.
Przedstawiciele OP przebywający w Bawarii, czując się odpowiedzialnymi za ideowe wychowanie żołnierzy z kompanii wartowniczych przejętych przez płk Soboltę, postanowili najbardziej ideowych z nich na nowo zorganizować w ośrodkach, które zapewnią im niezależność i samodzielność. Pomysł ten poparł płk Dąbrowski, troszczący się zwłaszcza o los tych żołnierzy, których wojskowa amerykańska administracja zwolniła z pełnionych funkcji pomocniczych przy 3 Armii, czyniąc ich bezrobotnymi. Tym czasem pomysł OP mógł im przywrócić nadzieję na lepszą przyszłość i na nowo zorganizować we wspólnocie zapewniającej poczucie bezpieczeństwa i przetrwania.
Kolejny raz płk Dąbrowski w przełomowej, dla środowiska „brygadowego”, chwili był ze swoimi żołnierzami pisząc do nich w rozkazie specjalnym z 11 sierpnia 1947 roku:
Zamykamy jeszcze jedną kartę naszej historii na emigracji ze spokojnym sumieniem dobrze spełnionego obowiązku wobec Narodu i Państwa.(…)Ze zrozumieniem powagi sytuacji musimy przyjąć w spokoju i opanowaniu nowe warunki, które będziemy mieli po rozwiązaniu naszego bezpośredniego stosunku z Amerykanami.
Postaramy się wykorzystać wszystkie możliwości, aby urządzić się w większych skupieniach na nowym terenie, pamiętając, że w gromadzie, w dyscyplinie, koleżeństwie i prawdziwym braterstwie będziemy mogli pomimo nawet jeszcze większych trudności, niż mamy je dzisiaj, pokonać wszystkie przeszkody.
(…) formy dalszego naszego trwania na emigracji zostaną na pewno najbliższej przyszłości uregulowane. (…) wierzę, że jeszcze raz dacie dowód swej dużej wartości żołnierskiej w tworzeniu nowych form organizacyjnych zbiorowego współżycia. Propozycje od różnych państw w sprawie zaangażowania nas na pewno nadpłyną. Musimy wybrać najlepszą, które dadzą możność zbiorowego życia.
Kierownictwo OP rozpoczęło intensywne poszukiwania nowych możliwości organizacyjnego przetrwania, zwłaszcza że sami drastycznie tracili wpływ na bawarską emigrację.
Z końcem roku 1946 uległ rozkładowi Ośrodek Regensburski.
W obliczu całkowitej likwidacji konspiracji NSZ i OP w kraju zakończyła się wywiadowcza rola Regensburskiej Centrali, nieliczni, na własną rękę, podjęli współpracę z amerykańskim kontrwywiadem, pozostali rozjechali się po świecie, szukając nowych perspektyw.
Z chwilą likwidacji 3 Armii i Ośrodków szkoleniowych jej podległych, również na tym odcinku zakończyła się rola działaczy OP.
Wiosną 1947 roku, z powodu intryg wymierzonych w jego osobę, stanowisko szefa oficerów łączników przy sztabie wojsk USA, utracił Jerzy Iłłakowicz, ostatni wyższy oficer NSZ i działacz OP. Wszystkie uprawienia, jakie dotychczas posiadali członkowie OP, przejęli oficerowie związani płk Soboltą.
Mocno okrojony przetrwał jedynie Ośrodek Monachijski, grupujący głównie oficerów Brygady Świętokrzyskiej, jej żołnierzy jak i sporą grupę wartowników związanych ideowo z tą formacją.
W sumie kilka tysięcy emigrantów, displaced persons (bezpaństwowców), jak określała ich amerykańska administracja. ideowych antykomunistów, gotowych przetrwać w zorganizowanych skupiskach, które miały im zapewnić w przyszłości powrót do Polski. Duża w tym osobista zasługa płk Dąbrowskiego jak i działaczy OP, których praca ideowo-formacyjna wykształciła prawdziwie polską, ideową i patriotyczną emigrację.
Był to kapitał ludzki, którego nie można było zmarnować.
Główny atut środowiska OP w przyszłej rozgrywce o Polskę. Dlatego Kierownictwo organizacji, z Jerzym Iłłakowiczem na czele, utworzyło nowe ramy organizacyjne w których mieli mieścić się „ich” emigranci.

Nowe formy na nowe czasy
1 marca 1948 roku została powołana nowa organizacja, Samopomoc Żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej.
Deklaracja Ideowa, opracowana przez kierownictwo OP, stwierdzała m.in.:
Nie wolno nam trwać w biernocie! Każda chwila jest droga. Musimy pracą i walką bezkrwawą wesprzeć Kraj, zanim staniemy oko w oko z wrogiem naszej Ojczyzny
Po czym następowało wyliczenie zasad na których nowe środowisko chce oprzeć przyszłość Polski.
Składający się z 10 punktów program stwierdzał m.in., że w Europie jest miejsce jedynie na Wielką Polskę z granicą zachodnią na Odrze i Nysie Łużyckiej a na wschodzie określoną traktatem Ryskim.
Geopolitycznie Wielka Polska powinna być związana układem z Narodami słowiańskimi, Narodami basenu naddunajskiego oraz Bałkanami na zasadach współżycia opartego na zasadach chrystianizmu.
Odrodzenie Polski zarówno w sferze prywatnej jak i publicznej powinno oprzeć się na zasadach etyki katolickiej a wychowaniem nowych pokoleń polaków zająć się winny w kolejności rodzina, Kościół, szkoła, wojsko oraz organizacje życia społecznego. Postulowano ograniczenie pracy najemnej opartej na wyzysku kapitalizmu prywatnego i państwowego. Praca nie powinna być traktowana jako zło konieczne, ale jako proces wychowawczy i uszlachetniający charakter, dlatego też uprzywilejowaną rolę powinna pełnić zdecentralizowana własność prywatna, która skutecznie przeciwstawi się zarówno kapitalizmowi jak i komunizmowi. Dalej mowa była o ochronie rodzimej, prawdziwie Polskiej kultury, sztuki i tradycji przed obcą infiltracją, przeciw rozwiązłości i upadkowi moralnemu.
Na koniec podkreślano rolę silnej i zjednoczonej emigracji, której przetrwanie warunkuje wywalczenie niepodległej Polski.
Program ten, utrzymany w duchu Deklaracji Ideowej ONR z 1934 roku i wojennych postulatów NSZ, dostosowany do wymogów teraźniejszości, stał się ideowo-polityczną wykładnią nowej, polskiej emigracji.

Powrót do kraju jest bliski
Tymczasem sytuacja międzynarodowa w Europie zaczęła się zaogniać, zwłaszcza na linii amerykańsko-sowieckiej.
Względna stabilizacja charakteryzującą II połowę 1945 roku, a więc pierwsze miesiące po zakończeniu wojny, z początkiem roku 1946 zaczęła się wyraźnie psuć. W wyniku masowo fałszowanych referendów i na pozór „wolnych” wyborów prowadzonych w atmosferze terroru, Związek Sowiecki wprowadził w krajach Europy środkowo-wschodniej komunizm, tym samym przejmując ten region w wyłączną strefę wpływów.
9 lutego 1946 roku, Józef Stalin wygłosił przemówienie, w którym stwierdził, że "komunizm i kapitalizm nie mogą koegzystować" oraz ogłosił plan "przygotowania ZSRR w ciągu pięciu lat na każdą ewentualność". Wystąpienie zostało odebrane na zachodzie jako "deklaracja III wojny światowej".
W odpowiedzi Winston Churchill, premier Wielkiej Brytanii, stwierdził, że Stalin podzielił Europę żelazną kurtyną a sekretarz stanu USA wyraził opinię, że granica Polska na Odrze i Nysie Łużyckiej jest tymczasowa i narzucona przez ZSRR, dlatego wymaga rewizji, do czego USA będą dążyć.
W roku 1947 napięcie między byłymi sojusznikami wciąż narastało i zostało określone mianem „zimnej wojny”.
Wreszcie rok 1948 przyniósł apogeum w stosunkach aliancko-sowieckich.
Alianci, wbrew woli ZSRR, rozpoczęli proces unifikacji swoich stref okupacyjnych, który zapoczątkował tworzenie się państwa zachodnioniemieckiego. W odpowiedzi Związek Sowiecki szykował się do zbrojnego konfliktu.
Jeszcze nigdy wybuch III Wojny Światowej nie był tak bliski.
W obliczu raptownie zmieniającej się sytuacji międzynarodowej amerykanie zahamowali proces likwidacji Kompanii Wartowniczych i rozpoczęli nowy zaciąg ochotników, odtwarzając Ośrodki Szkoleniowe, które w 1946 roku uległy rozkładowi.
„Brygadowa” emigracja, w obliczu zachodzących wypadków, rozpoczęła proces reorganizacji i przygotowań do rychłego, w jej mniemaniu, wybuchu światowego konfliktu, który w konsekwencji przyniesie Polsce prawdziwą wolność.
Płk Dąbrowski w rozkazie specjalnym z dnia 28 marca 1948 roku pisał:
(…) Sytuacja międzynarodowa w ostatnim czasie całkowicie się wyjaśniła. Możemy być dumni z tego, że nasze przewidywania sprawdzają się z nadzwyczajną dokładnością. (…)
(…) Powrót do kraju jest bliski. Uzbrojeni w cierpliwość, nie zrażając się trudnościami, będziemy prowadzić bezkompromisową walkę z czerwonym totalizmem, aż do ostatecznego zwycięstwa. W tej walce nie jesteśmy odosobnieni. Mamy potężnych przyjaciół – USA i Europę Zachodnią. Przyjaźń polsko-amerykańska daje nam pełną gwarancję, że z wiarą i ufnością patrzeć możemy na przyszły bieg wypadków.
Jednocześnie wyżsi oficerowie Brygady rozpoczęli prace sztabowe nad opracowaniem planu na wypadek wybuchu III wojny światowej.
Plan otrzymał kryptonim „P” i dotyczył ewakuacji Brygady Świętokrzyskiej z Niemiec

Brygada Świętokrzyska w Hiszpanii?
Plan „P” ujrzał światło dzienne w maju 1948 roku, gdy napięcie na linii USA-ZSRR w każdej chwili mogło przerodzić się w konflikt zbrojny.
Plan przewidywał w takiej sytuacji nagłe uderzenie sił sowieckim w kierunku zachodnim, celem opanowania całych Niemiec, Francji i Włoch. Nauczeni doświadczeniem Niemieckiego blitzkriegu oficerowie sztabowi Brygady Świętokrzyskiej zakładali, że już w pierwszych godzinach wojny północne ośrodki szkoleniowe kompanii wartowniczych, a wszystkie ośrodki w ciągu pierwszego dnia będą zagrożone przez nieprzyjaciela.
Oddziały amerykańskie będą starały wycofać się jak najszybciej na zachód. Ośrodki polskie i oddziały amerykańskie, które będą opóźnione w wycofaniu zostaną odcięte przez kolumny pancerne nieprzyjaciela. Przy czym zakładano, że oddziały polskie będą podwójnie zagrożone przez sowietów i oddziały niemieckie.
W takiej sytuacji planowano pośpieszną ewakuację wszystkich ośrodków polskich na zachód.
Plan „P” był rozwinięciem na większą skalę planu „Z” z czasu wojny, kiedy to Brygada Świętokrzyska wycofała się z Polski. Mieli więc oficerowie sztabowi pewne doświadczenie w tej materii.
Ze względu na rozciągnięte rozmieszczenie ośrodków polskich wzdłuż osi Coburg-Nurnberg-Monachium, nie przewidywano w pierwszym etapie ewakuacji, koncentracji oddziałów. Stąd też każdy ośrodek miał się wycofywać samodzielnie w ogólnym kierunku na linię rzeki Ren, zachowując przy tym stałą łączność z innymi ośrodkami. Na terenie Francji dowództwo postarało się o zainstalowanie skrzynek kontaktowych.
Szczegółowe kierunki wycofania dla oddziałów był następujący:
Okręg „Monachium” – Monachium – Landsberg – Meningen – Biberach – Tuttlingen – Freiburg – Kolmar – Le Creuset – Tuluza
Okręg “Norymberga” – Norymberga – Ansbach – Schwabische Hall – Stuttgart – Freiburg – Kolmar – Le Creuset – Tuluza
Okręg “Frankfurt” – Frankfurt – Hagenan – Le Creuset – Tuluza
Okręg “Mannheim” – Mannheim –Hagenan – Le Creuset – Tuluza
Z powyższego widać, że ogólna koncentracja oddziałów miała nastąpić w Tuluzie, w północnej Francji.
W razie dalszego postępu nieprzyjaciela, jednostka o sile dywizji piechoty, miała wycofać się do neutralnej Hiszpanii.
Marsz miał posuwać się w kolumnach ubezpieczonych, omijając większe osiedla. Oddziały, które zostaną odcięte przez nieprzyjaciela powinny wykorzystać lasy, góry i porę nocną przedzierając się do Francji względnie Hiszpanii.
Plan „P” zawierał również instrukcję dla dowódców poszczególnych pododdziałów.
Instrukcja zawierała dwa zasadnicze punkty. Pierwszy, obejmował okres przygotowawczy i drugi, wymarsz i wykonanie marszu.
Punkt pierwszy składał się z ośmiu podpunktów, które szczegółowo instruowały dowódców jak mają przygotować się do wymarszu.
Przede wszystkim miano zapoznać się i przestudiować trasę wymarszu jak i zaopatrzyć się w odpowiednie mapy.
Opracować szczegółową instrukcję alarmową uwzględniającą wszelką ewentualność.
Zaopatrzyć się w odpowiednią ilość samochodów i benzyny do nich w celu wykonania „pierwszego skoku”, którego zasięg wynosił 300-400 km.
Miano rekwirować przede wszystkim samochody amerykańskie, jako lepsze technicznie od niemieckich, a w razie napiętej sytuacji i popłochu, zabezpieczenie ich przed zniszczeniem lub utratą. Kierowców miano szkolić w kompaniach, uwzględniając kierowców zapasowych.
Miano gromadzić amunicję i broń, zwłaszcza maszynową a także zapasy suchego prowiantu na 3 dni. Łącznikami i gońcami w kolumnach uczynić miano wyszkolonych w tym celu motocyklistów.
W wymarszu uwzględniono również ewakuację polskiej ludności cywilnej, zwłaszcza młodzieży. Wszystkie postanowienia miano zachować w ścisłej tajemnicy.
Punkt drugi odnosił się do praktycznego wykonania marszu, który w kolejności przedstawiał się następująco.
Wymarsz miał odbyć się zgodnie z przeprowadzonym alarmem, po czym miano wydać ekwipunek, czyli amunicję, porcje żywnościowe i paliwo.
Organizacja kolumn samochodowych leżała w gestii oficera technicznego, który gorsze wozy powinien skierować do przodu, wyznaczyć komendantów wozów, wydać odpowiednie zarządzenia OPL (Obrony PrzeciwLotniczej) i zorganizować ubezpieczenie kolumny.
Po wyznaczeniu oficera kierunkowego, wszystkim komendantom wozów miano podać trasę ewakuacji.
Do przodu miały zostać wysłane wozy rozpoznawcze. W miarę możliwości wycofanie odbywać się miało w większych zgrupowaniach.
Zobowiązano do przestrzegania ścisłej dyscypliny i techniki marszu wyznaczając oficerów technicznych, kierunkowych i podoficerów służbowych.
Szczegółowa organizacja kolumny samochodowej przewidywała m.in. równoczesne ruszenie, nie rozciąganie kolumny, zachowanie odstępów i zwartości a także przestrzeganie odpowiedniej szybkości, którą ustalono na 40 km/h oraz ustalono 10-20 min przerwy co dwie godziny w celu sprawdzenia wozów, łączności i odpoczynku dla żołnierzy.
W czasie marszu miano za wszelką cenę unikać walki i jakiejkolwiek konfrontacji a w razie całkowitego zaskoczenia, odcięcia drogi, rozbicia lub utracenia sprzętu motorowego , kolumny miały zejść na boczne drogi, względnie w lasy i góry i w rozproszeniu podjąć działania partyzanckie w sile plutonów przedzierając się do miejsca koncentracji we Francji.
Planowi „P” przyświecały identyczne pobudki co jego poprzednikowi.
Chodziło przede wszystkim o zabezpieczenie potencjału ludzkiego jaki został w trudach i z wielkim poświęceniem zgromadzony w ciągu kilku ostatnich lat przez środowisko NSZ –OP na emigracji.
Pisał o tym wiele razy w swoich rozkazach specjalnych płk Dąbrowski do swoich podkomendnych:
Wasza wartość dla Polski jest olbrzymia. Jesteście nagromadzonym kapitałem Narodu polskiego, (…) Tego kapitału nam zmarnować nie wolno (…) Wobec tego na czoło wysuwa się zagadnienie zabezpieczenia Was przed zniszczeniem w razie gwałtownych zmian w Europie.
W takim przeświadczeniu narodził się plan „P”, kolejna śmiała i brawurowa akcja polskich narodowców.

Koniec epopei
Perspektywa dużego ośrodka polskiego pod gorącym niebem Hiszpanii, pod pełną kontrolą OP, którą gwarantował rząd gen Franco, podzielający ideologię narodowców, stał się już w czerwcu br. jedynie fantazją sztabu Brygady Świętokrzyskiej.
Zamiast światowego konfliktu, w wyniku którego potężna, antykomunistyczna koalicja na czele z USA pokonuje Związek Sowiecki. W konsekwencji czego przynosi Polsce upragnioną niepodległość, której wielkość z kolei miał przynieść, wkraczający wraz z wojskami koalicji, hiszpański korpus NSZ – jedyna zorganizowana polska siła zbrojna, Europa i świat była świadkiem jedynie tzw. kryzysu berlińskiego.
Związek Sowiecki, skutecznie powstrzymywany przez atomową groźbę USA, ograniczył się jedynie do blokady, przez nieliczne zresztą wojska, Berlina Zachodniego. Po 11 miesiącach blokada została zdjęta a konsekwencją niemal rocznego napięcia było powstanie dwóch oddzielnych państw niemieckich. Zachodniego – RFN (Republika Federalna Niemiec) z wolnym, demokratycznym rządem i wschodniego – NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna), w nazwie którego rzeczownik „demokratyczny” jest jedynie sowiecką manipulacją. Za taką cenę została ostatecznie zażegnana groźba wybuchu III wojny światowej.
W pełni świadome sytuacji było środowisko NSZ-OP, które zarzuciło ostatecznie militarne plany i w wyniku rozmów z rządem Francuskim, którym pośredniczył obok działaczy OP, gen. Anders, przerzuciło niemal 2000 polskich emigrantów zgrupowanych w Samopomocy Żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej, do przemysłowych ośrodków Francji, w których brakowało rąk do pracy. Ostatnia misja Brygady Świętokrzyskiej polegała na zneutralizowaniu ośrodków rodzącego się komunizmu we Francji, infiltrującego robotnicze środowiska polskiej emigracji zarobkowej. W roku 1949 nowa, antykomunistyczna francuska Polonia została zorganizowana w Ogniwo, ostatnie wcielenie posteNeSZetowskiej emigracji. W roku 1956 ostatnie placówki Ogniwa rozwiązują się, a jej działacze w większości emigrują do USA, gdzie do końca lat 80 kultywują tradycję i spuściznę NSZ.
Nieliczni, wywodzący się z Brygady Świętokrzyskiej i Kompanii Wartowniczych, nie mogący pogodzić się z utratą karabinu, w szeregach Legii Cudzoziemskiej walczyli w kolonialnych wojnach w Afryce Północnej i Azji Południowo-Wschodniej.
Jeszcze inni na własną rękę podjęli walkę z systemem, który odebrał im Polskę, stając się kondotierami-najemnikami walczącymi z bronią w ręku z komunistami w każdym zakątku globu jak legendarny Rafał Gan-Ganowicz, żołnierz Kompanii Wartowniczych.

Piasecki ONR Opolszczyzna

Bibliografia:
1. Bojemski S., Narodowe Siły Zbrojne w powstaniu warszawskim (1 VIII – 2 X 1944), Warszawa 2009
2. Brzoza Cz., Od Miechowa do Coburga. Brygada Świętokrzyska Narodowych Sił Zbrojnych w marszu na zachód, [w:] Pamięć i Sprawiedliwość, 1(5) 2004.
3. Kulińska L., Narodowcy. Z dziejów obozu narodowego w Polsce w latach 1944-1947, Warszawa-Kraków 1999.
4. Kulińska L., Orłowski M., Sierchuła R., Narodowcy. Myśl polityczna i społeczna Obozu Narodowego w Polsce w latach 1944-1947, Warszawa-Kraków 2001.
5. Marcinkowski M., Wspomnienia 1934-1945, Warszawa 1998.
6. Morgan D&T, The Anabisis of the Holy Cross Brigade. Reflected in the Documents of the United States Governent 1945-1950, [w:] Glaukopis nr 5-6/2006.
7. Muszyński W.J., Polskie serce w obcym mundurze, [w:] Niezależna Gazeta Polska z 2 XI 2007.
8. Narodowe Siły Zbrojne – dokumenty, struktury, personalia, t. 1-3, pod red. Żebrowski L., Warszawa 1996.
9. Ostasz G., Pod znakiem jaszczurki, [w:] Niezależna Gazeta Polska z 2 XI 2007.
10. Rozkazy Dzienne Brygady Świętokrzyskiej NSZ 1944-1945, pod red. Brzozy Cz., Kraków 2003.
11. Rozkazy Dzienne Brygady Świętokrzyskiej NSZ – I Grupa Kompanii Wartowniczych, pod red. Brzozy Cz., Kraków 2008.
12. Siemaszko Z.S., Narodowe Siły Zbrojne, Londyn 1982.
13. Smolarz R., Brygada Świętokrzyska w Ratyzbonie, [w:] Biuletyn IPN nr 10-11/2007
14. Zeszyty do historii Narodowych Sił Zbrojnych, t. 2, zeszyt III, Chicago 1964.
15. Żaryn J., Dramatyczny marsz, czyli Brygada Świętokrzyska od wewnątrz, [w:] Biuletyn IPN nr 8-9/2002

Wspomóż Fundację im. Bolesława Chrobrego!
Dodano 2010-01-27


Fundacji im. Bolesława Chrobrego znajduje się na liście organizacji, które posiadają status organizacji pożytku publicznego i z tego tytułu ma prawo otrzymywać 1% podatku przekazanego przez podatników.


Jak przekazać 1% podatku dla Fundacji im. Bolesława Chrobrego?


KROK 1. Kto może przekazać 1% podatku dla Fundacji im. Bolesława Chrobrego?


- osoba fizyczna rozliczająca się samodzielnie lub z małżonkiem PIT-28, PIT- 36, PIT-37


- osoby prawne rozliczające się na podstawie deklaracji podatkowej CIT-8


Jeden procent przekazać może każdy niezależnie od kwoty podatku i rozliczeń z Urzędem Skarbowym (nadpłata, zwrot). Warunkiem przekazania podatku jest jego wystąpienie, tzn. jeżeli podatnik zarobił w ciągu roku mniej niż kwota wolna od opodatkowania to nie może przekazać 1%, mimo że otrzyma zwrot zaliczki z Urzędu Skarbowego.


KROK 2. Wypełnienie zeznania rocznego PIT.


Przekazanie swojego 1% dla Fundacji im. Bolesława Chrobrego w jest niezwykle proste. Wystarczy wypełnić odpowiednią rubrykę w rocznym zeznaniu podatkowym. Po wyliczeniu, jaką kwotę podatku będziemy mieli do zapłacenia, w odpowiednich rubrykach zeznania podatkowego PIT lub CIT wpisujemy nazwę " Fundacja im. Bolesława Chrobrego " i numer pod jakim Fundacja widnieje w Krajowym Rejestrze Sądowym czyli KRS: 0000253907.


KROK 3. Wypełnione zeznanie PIT składa się do dnia 30 kwietnia w Urzędzie Skarbowym.


KROK 4. Fundacji im. Bolesława Chrobrego wydawca kwartalnika myśl.pl przekazane środki przeznaczy w całości na cele statutowe.


Cele statutowe Fundacji im. Bolesława Chrobrego:


- wspieranie i organizowanie przedsięwzięć mających na celu ochronę dóbr kultury, dziedzictwa narodowego, propagowanie historii Polski, tradycji oraz postaw patriotycznych;


- zakresie edukacji obywatelskiej, społecznej, ekonomicznej, kulturalnej oraz oświatowej.

Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary - artykuł
Dodano 2010-01-27

ObrazekNie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary
„Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” Z m.in. takim hasłem na transparencie 1 lipca 2009 roku, w Lublinie kombatanci i działacze środowisk prawicowych z całego kraju protestowali przeciwko nadaniu tytułu doctora honoris causa prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence. Protestom przewodniczył ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski. Cel protestu był jasny – przypomnieć władzom Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego komu wręczają honorową nagrodę, przyznawaną za zasługi dla nauki i kultury. Postawiono pytanie: czy takim człowiekiem jest prezydent Wiktor Juszczenko?
Warto przypomnieć, co powiedział 2 sierpnia 2006 roku podczas zjazdu OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów): „OUN zawsze była na czele walk o umocnienie idei narodowej (...). OUN przeszła surową praktykę walk w dwudziestych i trzydziestych latach XX stulecia (z Polakami), w burzliwe lata II wojny światowej. Wasze unikalne doświadczenie i umiejętność łączenia twardej postawy narodowej z giętkim konstruktywizmem dziś nie traci na aktualności (…). Dlatego OUN może być chwalebnym przykładem dla wielu politycznych i społecznych sił Ukrainy. Jestem przekonany, że wasza organizacja nadal pozostanie jednym z kamieni węgielnych budowy Państwa Ukraińskiego.” Kilka miesięcy później w 64. rocznicę powstania UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) Juszczenko podpisał dekret uznający UPA za ruch wyzwoleńczy.
Postawa ukraińskiego prezydenta, sprzyja antypolskim organizacjom działającym w zachodniej części Ukrainy. Sierpień 2009 roku również był okazją do propagowania szowinistycznej ideologii. Paweł Sawczuk, prezes Fundacji Dobroczynnej "Eko-Miłosierdzie" zorganizował Rajd "Europejskimi śladami Stepana Bandery", który miał przejechać przez terytorium Polski docierając do grobu bandyty w Monachium. Kim był ukraiński „bohater”? Stepan Bandera do II wojny światowej był polskim obywatelem. W czasie II wojny światowej kolaborował z Niemcami, współpracując z niemiecką Abwehrą i tworząc bataliony "Nachtigall" i Roland". Na jego ideologię powoływali się sprawcy rzezi wołyńskiej z UPA zwani banderowcami W 1959 roku odnalazł go i zamordował agent KGB.
Na szczęście dzięki protestom ks. Isakowicza – Zaleskiego i organizacji kresowych, polskie MSWiA nie pozwoliło, aby rajd wjechał na terytorium Polski. Przykładów propagowania szowinistycznej ideologii na Ukrainie jest bardzo dużo, zaczynając od jeszcze mało znaczących partii politycznych typu "Swoboda", czy Kongres Ukraińskich Nacjonalistów, na władzach i prezydencie kończąc.
Kilka dni temu Stepan Bandera otrzymał pośmiertnie tytuł Bohatera Ukrainy. Nadał mu go specjalnym dekretem ustępujący Wiktor Juszczenko. "To ogromny policzek dla Polaków. Będziemy protestowali" - zapowiedział Emil Legowicz, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Dlaczego prezydent Lech Kaczyński milczy? Wielokrotnie podkreślał „przyjaźń” z Wiktorem Juszczenką, ale czy warto zapomnieć o zbrodni w imię pojednania? Dlaczego prezydent nie reaguję na protesty rodzin ofiar? Nie możemy pozwolić, by głowa państwa wykazywała obojętność dla antypolskiej ideologii OUN, której zbrojne ramię UPA w latach 1939-1947 dokonała mordu na ok. 200 tysiącach Polaków.

Wicher ONR Lubelszczyzna

Okiem Narodowca 18.01-24.01.2010
Dodano 2010-01-26

ObrazekOkiem Narodowca:
Poniedziałek 18.01.2010
„Rzeczpospolita” wraca do sprawy, którą ujawniła w listopadzie ubiegłego roku. Chodzi o instruowanie, przez gejowskiego aktywistę Arkadiusza Karskiego, homoseksualistów jak mogą adoptować dziecko. Do tego celu wykorzystywał Internet. Informację te nie zbudziły zbytniego poruszenia wśród opinii publicznej, a nawet prokuratury, gdyż ci ostatni zainteresowali się takim łamaniem prawa dopiero dwa miesiące później. Jest to bulwersujące, zwłaszcza, że wykonanie instrukcji Arkadiusza Karskiego są bardzo łatwe do zrealizowania. Według nich nie trzeba nic więcej jak namówić matkę, która nie planuję zatrzymać swojego dziecka, do złożenia w Urzędzie Stanu Cywilnego oświadczenia, że są oni ojcami ich dziecka. Następnie kobieta miała zrzec się praw rodzicielskich i w ten sposób homoseksualista nabywał pełni praw do dziecka. Ze wstępnych badań prokuratury wynika, że następuję tu uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, podżegania do wyłudzenia poświadczenia nieprawdy lub nawet - w zależności od dalszych ustaleń - handlu ludźmi. Z zainteresowaniem będziemy śledzić rozwój tej sprawy, gdyż chodzi tu nie tylko o łamanie polskiego prawa, a przede wszystkim o zabieranie niewinnym istotą prawa do normalnego wychowania i rodziny.

Wtorek 19.01.2010
Sprawa Polańskiego część…. No właśnie, nie wiadomo która, ponieważ ta sprawa ciągnie się już 20 lat! Adwokaci polskiego reżysera złożyli po raz kolejny wniosek aby wyrok w jego sprawie wydano zaocznie. Obrońcy Polańskiego argumentują swoją prośbę przytaczając amerykańską umowę ekstradycyjną ze Szwajcarią, która dotyczy osób, którym grozi co najmniej sześć miesięcy więzienia. Tymczasem wg nich Polański odbył wyrok w całości już w 1977 roku, kiedy to przyznał się do seksu z 13-latką i odsiedział 42 dni w kalifornijskim więzieniu.
Ponadto adwokaci reżysera skrytykowali zastępcę prokuratora okręgowego Davida Walgrena za to, że w złożonych w piątek w sądzie dokumentach użył w odniesieniu do Polańskiego niestosownego i "podżegającego" według nich zwrotu "gwałciciel dziecka".
Niezależnie jednak od wysiłku prokuratury amerykańskiej, wszystko wskazuję na to, że Polański uniknie kary, na co niewątpliwie jest przyzwolenie społeczne. Oto właśnie wyśmienity przykład siły mediów w demokratycznych państwach- jeśli jesteś zwykłym obywatelem to nie jesteś w stanie nic rozbić nawet jeśli zostały ci postawione całkowicie wyssane z palca zarzuty, natomiast jeśli jesteś wielkim reżyserem z bogatą kieszenią, to nawet jeśli zgwałcisz dziecko to unikniesz kary.

Środa 20.01.2010
Wszystko wygląda na to, że Platforma Obywatelska w najbliższych wyborach chce zdobyć głosy feministek. Skąd takie wnioski? Otóż posłowie PO coraz poważniej zastanawiają się nad przyjęciem rozwiązania, które ma być odpowiedzią na postulat Kongresu Kobiet Polskich. W czerwcu ubiegłego roku ów Kongres przyjął postulat m.in. ustawowego przyznania 50 proc. miejsc na listach wyborczych kobietom. Platforma chce żeby na jego listach, w każdej pierwszej trójce znalazła się jedna kobieta, a w piątce - dwie.
Ciekawe, czy zdają sobie sprawę z tego, że przystawanie na tak kretyńskie pomysły feministek, jest równie demokratyczne co wybory parlamentarne w Polsce z 1989 roku.

Czwartek 21.01.2010
Jaka jest skuteczność ustawy antylichwiarskiej? No właśnie, to postanowiła sprawdzić gazeta „Metro”. Wynik ich śledztwa jest co najmniej niepokojący. W Polsce istnieje zakaz lichwy, który określa maksymalne nominalne oprocentowanie kredytów. Nie może ono przekraczać czterokrotności stopy lombardowej ustalanej przez NBP, czyli aktualnie 20 proc. Jednak Z danych Expandera wynika, że w większości polskich banków rzeczywiste oprocentowanie rocznego kredytu na 3 tys. zł przekracza 30 proc., np. w BOŚ, Banku Pocztowym i BPH wynosi 40 proc., w Eurobanku czy BNP Paribas Fortis - nawet 57 proc., a w Getin Banku przekracza 60 proc. Co zatem sprawia, że państwo nie reaguję na takie łamanie prawa? Banki stosują się do wymogu, postawionego w ustawie, jednak dość łatwo je ominąć. Ponieważ na dodatkowe opłaty, prowizje czy ubezpieczenia, które często kilkakrotnie zwiększają rzeczywisty koszt kredytów, KNF nie ma wpływu. A to oznacza, że wprowadzona kilka lat temu ustawa antylichwiarska jest martwa.

Piątek 22.01.2010
USA dobroczyńcami świata ( jak zwykle). Kongres USA przesłał w czwartek prezydentowi Barackowi Obamie do zaakceptowania projekt ustawy, która ma zachęcić Amerykanów, poprzez ulgi podatkowe, do dawania pieniędzy na pomoc dla Haiti - podaje AFP. Ustawa wjedzie w życie natychmiast po podpisaniu jej przez prezydenta.
Ta ustawa nie powinna nikogo dziwić, przecież Stany Zjednoczone są od dawna znane ze swojej dobroczynności, wszyscy mieszkańcy Iraku doświadczają jej na co dzień.

Sobota 23.01.2010
Prezydent Świętochłowic Eugeniusz M. oraz sekretarz miasta Jolanta S-K. zostali aresztowani na trzy miesiące, lecz grozi im do 10 lat więzienia. Samorządowcy podejrzani są o przyjęcie łapówek oraz nakłanianie do nich.
Korupcję w Urzędzie Miejskim w Świętochłowicach wykryła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dotyczy ona ubiegłego roku oraz prawdopodobnie lat wcześniejszych. Ten przykład wskazuję, że w sprawach rażącego łamania prawa nie można liczyć na ABW, ponieważ mieszkańcy Świętochłowic użerali się ze swoim nieuczciwym prezydentem od 2000 roku czyli równe 10 lat.

Niedziela 24.01.2010
Szef niemieckiego oddziału organizacji Open Doors Markus Rode, uważa, że około 100 milionów chrześcijan na świecie jest prześladowanych z powodu swojej religii. Jego zdaniem obecnie mamy do czynienia z największym w historii prześladowaniem wyznawców chrześcijaństwa. Z danych, opublikowanych na początku stycznia przez organizację Dzieło Pomocy "Open Doors", która angażuje się na rzecz praw chrześcijan na świecie, wynika, że w żadnym państwie na świecie chrześcijanie nie są tak bezlitośnie prześladowani, jak w Korei Północnej.
Reżim północnokoreański uważa chrześcijan za wrogów państwa. Systematycznie dochodzi do rewizji w domach, aresztowań i zsyłania całych rodzin do obozów pracy, albo do egzekucji chrześcijan. Co najmniej 200 tysięcy wyznawców chrześcijaństwa może zbierać się tylko w podziemiu. Blisko 70 tysięcy jest więzionych w obozach pracy.
Według Open Doors, kraje, w których sytuacja chrześcijan jest najgorsza to: Iran, Arabia Saudyjska, Somalia, Malediwy, Afganistan, Jemen, Mauretania, Laos i Uzbekistan.
Szkoda tylko, że owa organizacja nie zauważa naruszeń jakie występują w Europie.

Karolina ONR Górny Śląsk

Filmik
Dodano 2010-01-24